Mniej więcej od tygodnia powtarzane są przez media informacje za CBŚ, że trzy nieuczciwe firmy mogły wprowadzać na rynek po ok. 1 000 ton delikatnie mówiąc niejadalnej soli. W ciągu roku daje to ok. 36 tys. ton. Czy to było działanie na ogromną skalę? Jaki to stanowi udział w ogólnym spożyciu soli jadalnej na osobę w kraju? Tych informacji nam nie przekazano (jeżeli były podane to umknęły mojej uwadze). Sól to nie cukier, nie mąka, zużywa się jej niewiele. Według różnych szacunków spożywamy dziennie do kilkunastu gramów soli na osobę (w produktach przetworzonych, naturalnych i dosalając w domu). Daje to nam powiedzmy ok. 4 kg rocznie/1 osobę soli wytwarzanej przez przemysł, czyli ok. 152 tys. ton rocznie dla populacji naszego kraju. Z prostych wyliczeń wynika, że aż blisko ¼ spożywanej przez nas w ostatnich latach soli pochodziła z tych trzech nieuczciwych firm ( 36 tys./152 tys.)!

Dotychczas używany jest powszechnie zwrot „niejadalna sól”. Co to oznacza i na jakiej podstawie? W końcu wyniki badań „tej feralnej soli” mają być znane dopiero w przyszłym tygodniu (dziwne, ale cóż zaczekamy, chociaż od dawna wiadomo, że jest to odpad powstający w toku produkcji i nienadający się do spożycia). Używając analogii grzybiarzy, grzyby są jadalne, niejadalne i trujące. Spożycie grzyba niejadalnego, nie zagraża życiu, co najwyżej można mieć  biegunkę ,średnio raz na kilka lat i dotyczy to wąskiego grona grzybiarzy. Grzyb trujący (najpopularniejszy muchomor sromotnikowy) to praktycznie pewna śmierć, ale dotyczy jeszcze węższego grona konsumentów-grzybiarzy.

Ale w przypadku „niejadalnej soli” mamy permanentne, wieloletnie spożywanie dzień po dniu czegoś czego nie powinniśmy jeść. Nawet jeżeli ilość substancji szkodliwych jest znikoma, nie zagrażająca bezpośrednio życiu, to kto zagwarantuje, że ich wieloletnia kumulacja w organizmie, za kilka, kilkanaście lat nie odbije się negatywnie na zdrowiu – nie wąskiej grupy grzybiarzy- ale całego społeczeństwa.

Niezrozumiałe jest stanowisko prokuratury w zakresie nie ujawniania nazw firm potencjalnie używających niebezpiecznej soli w toku produkcji. W czyim interesie jest to działanie? Społeczeństwo domaga się tych informacji chociażby po to żeby nie spożywać produktów tych producentów- wytworzonych niejednokrotnie kilka czy kilkanaście miesięcy temu a posiadanych w swojej spiżarni. Ponadto jeżeli odpowiednie organa posiadają informację do jakich przetwórców trafiała niejadalna sól, nie widzę powodu ukrywania tego faktu. Lepiej aby konsumenci „ukarali” tylko te firmy niż cały rynek przetwórczy używający w toku produkcji soli.

Dziś mamy taką sytuację, że część konsumentów w ogóle wstrzymała się z zakupami niektórych przetworzonych produktów ponieważ jest zdezorientowana i przestraszona. Na marginesie, ciekawy jestem po ile sprzedawana jest hurtowo prawdziwa sól spożywcza. Czy to nie było tak, że przynajmniej niektórzy przetwórcy nabywali sól „podrobioną” (nawet nie wiedząc o tym) bo była tańsza?

To nie koniec kłopotów. Niestety, brak radykalnych, odważnych działań w sprawie afery solnej przez odpowiednie służby, których dotychczasowe działania -można odnieść wrażenie - są raczej ukierunkowanie na złagodzenie powagi problemu w odbiorze przez opinię społeczną zaczynają przynosić niebezpieczne konsekwencje. Afera solna zaczyna wylewać się za granicę (Czesi, Słowacy nie chcą naszej żywności). Jak ograniczenie eksportu wpłynie na kondycję przetwórców rolnych i rolników, chyba nie trzeba mówić. Podobał się artykuł? Podziel się!