Ostatnie miesiące to okres krystalizowania się warunków funkcjonowania rynków rolnych, głównie roślinnych, w sezonie 2007/2008. Tegoroczna wiosna miała jednak szczególne znaczenie przy określaniu przyszłości polskiego sektora owoców i warzyw. Sytuacja krótkookresowa została zdeterminowana przez przymrozki z przełomu maja i kwietnia, skutkujące bardzo dużymi – szczególnie w sadach towarowych – uszkodzeniami pąków, kwiatów i zawiązków owocowych. Jednak bez względu na te przejściowe utrudnienia, czerwcowe postanowienia Rady Ministrów UE wpłyną na rozwój sektora w kolejnych latach.

Polskie ogrodnictwo ma stosunkowo duży potencjał produkcyjny oraz szeroki asortyment. W normalnych warunkach produkujemy ok. 3,0 mln. ton owoców i 5,5 – 6 mln. ton warzyw rocznie. Taka skala pozwala na zaspokojenie zarówno potrzeb rynku wewnętrznego, jak i daje możliwość ekspansji na rynki zagraniczne. Tym niemniej, podaż i jakość produktów ogrodniczych jest w dużej mierze uzależniona od warunków atmosferycznych, co wpływa na znaczące wahania dochodów producentów. Z kolei nieustabilizowana struktura i organizacja rynku w istotnym stopniu ogranicza potencjał rozwojowy sektora.

Owoce i warzywa, podobnie jak pozostałe produkty roślinne, są bardzo wrażliwe na uszkodzenia wywołane anomaliami pogodowymi. Podstawowym czynnikiem mogącym poprawić funkcjonowanie gospodarstw ogrodniczych i dającym najlepszą gwarancję przyszłych dochodów sadowników są w takiej sytuacji ubezpieczenia przed skutkami niekorzystnych warunków klimatycznych. Tym niemniej, niewielka o nich wiedza, wysokie stawki ubezpieczenia oraz problemy z wypłatą odszkodowania, skutkują powszechną niechęcią rolników do tej formy zabezpieczenia. Ponadto, ubezpieczenia rolne postrzegane są przez same firmy ubezpieczeniowe jako szczególnie trudne od strony technicznej. Stąd tak ważna staje się rola państwa w upowszechnianiu ich stosowania. Ostatnie rozwiązanie, zobowiązujące producentów rolnych otrzymujących płatności bezpośrednie, do ubezpieczenia co najmniej połowy powierzchni upraw, wydaje się być niewystarczające. Sankcje za niespełnienie obowiązku nie będą bowiem stosowane w sytuacji, gdy stawki zaoferowanego ubezpieczenia przekroczą 6% sumy ubezpieczenia, co przy ich obecnie obowiązujących poziomach, nie przekona prawdopodobnie producentów do tej formy zabezpieczenia. Warto się zatem zastanowić nad przejściowym zwiększeniem stopnia subsydiowania składki przez państwo, co wraz z obligatoryjnością ubezpieczenia, uwolniłoby w przyszłości budżet państwowy od udzielania pomocy doraźnej. Lepsza znajomość produktu oraz większa liczba ubezpieczonych może też w kolejnych latach prowadzić do spadku stawek, co pozwoli państwu na redukcje subsydiów.