Rolnicy domagali się interwencji rządu w sprawie skupu trzody chlewnej. Manifestacja przebiegała spokojnie. Mimo, że zapowiadano przyjazd ponad 2000 osób, przed Sejmem pojawiło się tylko ok. dwustu. - Jeśli będzie to konieczne, to przyjdzie nas tutaj więcej - mówili organizatorzy demonstracji. Rolnicy przywieźli na Wiejską transparenty z hasłami: "Z blokady na salony" i "Lepper bada DNA, a rolnictwo sięga dna".
Przy dźwiękach gwizdków i syren strażackich manifestujący rolnicy przedstawiali swoje żądania. Co chwila słychać było okrzyki: "Czas skończyć z tymi aferami, ze straszeniem się w koalicji", "Czas wziąć się do roboty", "Rolnicy w rządzie niech się wezmą za sprawy rolnictwa, a nie za rakiety i tarczę antyrakietową".
Na początku pikietujący zagrozili, że jeśli nie wyjdzie do nich marszałek Sejmu, sami wejdą do gmachu, aby przedstawić swoje racje.
Rolnicy przyznali, że czują się oszukani przez wicepremiera Leppera i dlatego przyjechali dziś do Warszawy. Jak minister przyjechał do Leszna, to zapewniał, że ma dla rolników pieniądze, pytamy się gdzie one są? - mówił jeden z manifestujących.
Od kilku dni Samoobrona grozi wyjściem z koalicji, jeśli rząd nie rozwiąże kwestii biopaliw i skupu półtusz. Oczekuje od ministra gospodarki podjęcia działań w sprawie tak zwanej świńskiej górki w ciągu dwóch tygodni. Chce też, aby minister finansów obniżyła akcyzę na biopaliwa.