Zakład został zlikwidowany pod koniec października tego roku. Zabezpieczono znaczne ilości mięsa (wołowiny i cielęciny), a także wyprodukowane już wędliny i sprzęt służący do produkcji. 54-letni właściciel zakładu usłyszał zarzut narażenia konsumentów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia bądź ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Grozi za to do trzech lat pozbawienia wolności.

Jak powiedział Kopania, próbki mięsa badano pod kątem zawartości bakterii salmonelli, listerii i włosienia. Okazało się, że w części z nich stwierdzono obecność listerii monocytogenes, która może być niebezpieczna dla zdrowia i życia. - Te wyniki badań są niepokojące. Musimy jednak z ich interpretacją i oceną wniosków jeszcze poczekać - mówił rzecznik.

Dodał, że prokuratura nie wyklucza zlecenia dodatkowych badań; może też poprosić biegłych o ocenę zagrożenia i jego rozmiarów.

Według prokuratury właściciel zakładu przyznał, że zajmował się przetwórstwem mięsnym i produkcją wędlin bez zezwolenia. Twierdził, że kupował mięso z pewnych źródeł w punktach sprzedaży hurtowej lub od producentów.

Listeria monocytogenes zwana bakterią lodówkową rozmnaża się w niskich temperaturach. Zjedzenie zbyt dużej dawki tej bakterii może spowodować listeriozę. Infekcja ma objawy przypominające nieco grypę. Objawia się gorączką, bólami mięśni, niekiedy mdłościami, bólem głowy i zaburzeniami równowagi. Choroba jest szczególnie niebezpieczna dla kobiet w ciąży i osób z osłabioną odpornością: chorych, starszych i małych dzieci. Listeria może też oddziaływać na centralny system nerwowy i serce.

Podobał się artykuł? Podziel się!