Bartnictwo zanikło w Polsce w XIX wieku. Od dekady tradycje bartnicze przywracane są w polskich lasach w ramach programów Lasów Państwowych, ale także dzięki pasjonatom z Fundacji Bractwo Bartne, które skupia bartników z Puszczy Augustowskiej i innych rejonów Polski oraz z Białorusi. Tworzą oni barcie i kłody bartne w Puszczy Augustowskiej, organizują warsztaty i szkolenia, ale także wspomagają zakładanie nowych barci w innych rejonach kraju i za wschodnią granicą.

Bartnictwo to sposób hodowli pszczoły miodnej w barciach, czyli w dziuplach wykonanych w żywych drzewach oraz w kłodach bartnych, okrągłych wyrzynkach drewna z wykonaną komorą dla pszczół, i wciągniętych na drzewo. Jak przekonuje Piłasiewicz, historia bartnictwa jest tak stara, jak historia osadnictwa na terenie rozległych puszczy dawnej Rzeczpospolitej.

- Był to jeden z głównych zawodów wykonywanych przez miejscową ludność zamieszkującą bezkresne puszcze porastające nasz kraj i główne źródło utrzymania dla naprawdę szerokich rzesz społeczeństwa - opowiadał.

Według niego pierwsze wzmianki o bartnictwie w dokumentach lokacyjnych pochodzą z XI wieku, natomiast z wykopalisk wiadomo, że jest to dużo starsze zajęcie. "Podczas wykopalisk w Biskupinie czy wykopalisk na grodach jaćwieskich znajdowano narzędzia wykorzystywane nie tylko w ciesielstwie, ale też bezpośrednio w bartnictwie - dodał.

Zdaniem współczesnych bartników choć źródła historyczne na temat tej profesji są ubogie, to wiadomo, że istniały bractwa bartne zorganizowane na zasadach zbliżonych do cechów, ale cieszące się znacznie większymi swobodami, własnym prawodawstwem i sądownictwem. A obok barci w puszczach, tworzono je także w miastach, jak np. w Toruniu, gdzie bartnicy do niemal połowy XVIII wieku pracowali na etacie.

W polskiej tradycji do wchodzenia na drzewa bartne używano leziwa. Ta technika przetrwała na terenie Białorusi i północnej Ukrainy, gdzie do tej pory można znaleźć osoby, które w ten sposób dostają się do swoich kłód bartnych, porozwieszanych po lasach i bagnach.

Leziwo to specjalny, długi zestaw lin konopnych zakończony ławeczką. - Wejście polega na tworzeniu kolejnych strzemion z liny wokół drzewa, które zaciskają się na drzewie pod wpływem ciężaru bartnika. Kiedy przekładamy jedną czy drugą nogę w kolejne strzemię, wtedy lina zaciska się wkoło drzewa i blokuje, daje nam swobodny punkt oparcia - wyjaśnił Piłasiewicz, który pokazał tę technikę wchodzenia do barci w Nadleśnictwie Spała.