Kuszenie polskich rolników wyrównaniem dopłat do produkcji w ramach przyszłej Wspólnej Polityki Rolnej, było jednym z głównych elementów propagandy pro-akcesyjnej skierowanej na wieś, czytamy w stanowisku związku. Im bliżej jednak nowego okresu programowania, tym wyraźniejsze stawało się, że o wprowadzeniu wreszcie polityki realnego wyrównywania szans nie może być nawet mowy – oczywiście zdaniem unijnych decydentów.

- Niestety, ale jest w tym i wina polska, tj. obecnego rządu i kierownictwa resortu rolnictwa, które wprawdzie teraz na pokaz załamują ręce przed nieustępliwością „starych” krajów Unii Europejskiej, ale wcześniej nadmierną uległością nauczyły naszych partnerów, że ze zdaniem Polski nie ma się co liczyć na forum Wspólnoty. Inne negatywne zjawisko, to wyłamanie się lewicy ze wspólnego frontu walki o wyższe dopłaty i poparcie z tej strony dla niekorzystnych dla Polski wniosków tzw. Raportu Dessa. Takie działania noszą znamiona sabotażu, dając argumenty przeciwnikom polskich postulatów i jako takie winny być zgodnie potępione przez wszystkie środowiska aktywnie działające na rzecz polskiej wsi - informuje Lucjan Cichosz, senator RP Przewodniczący ZZR Ojczyzna.

Uogólniając - projekt WPR po 2014 nie spełnia podstawowych oczekiwać strony polskiej. Po pierwsze - utrzymuje nierówność dopłat (dla przykładu w 2013 r. polski rolnik będzie otrzymywał 197 euro na hektar, niemiecki 346, holenderski 469, rumuński 118, a portugalski 174 euro). Po drugie - zamiast upraszać procedury, dodatkowo je komplikuje, różnicując ponad miarę możliwość uzyskiwania przez rolników zachęt do produkcji, tworząc szereg barier (najczęściej związanych z opacznie rozumianą „ekologią”) mających dodatkowo utrudnić sięganie po fundusze przez właścicieli gospodarstw rolnych. Oznacza to, że przeciętny polski rolnik może po 2013 roku otrzymywać nie tylko mniej środków, niż jego niemiecki odpowiednik, ale i wyraźnie mniej, niż obecnie.

Generalną wadą obecnych propozycji jest utrzymanie błędnego kierunku WPR, polegającego na promowaniu raczej powstrzymywania się produkcji, niż produkowania. Jest to stawianie na głowie samego fundamentu rolnictwa i służyć może jedynie pogłębianiu różnic dzielących nad od bardziej efektywnych form gospodarowania. Ponadto zasadniczym błędem jest też pozwalania na uśpienie nas zapewnieniem o utrzymaniu dotychczasowej wysokości budżetu WPR po 2013. Skoro chcemy równych dopłat (tj. zwiększenia dostępnych funduszy) – musimy domagać się znaczącego zwiększenia budżetu WPR.

Również spychanie większej niż dotąd odpowiedzialności za wspieranie rolnictwa na rządy krajowe nie spełnia naszych oczekiwań – nie tylko dlatego, że obecny rząd RP traktuje sprawy rolne po macoszemu, ale dlatego, że dla walki o udział spraw rolnych w budżecie krajowym Unia Europejska nie tylko nie jest nam potrzebna, ale dotąd raczej przeszkadzała.

Z kolei większy niż dotąd nacisk należy położyć na zwiększanie różnorodności narzędzi stosowanych w obrębie II filaru, w tym dotyczących wsparcia produkcji na obszarach trudnych pod względem geofizycznym, czy związanych z ograniczeniami ochrony krajobrazu i przyrody. Słowem – prościej tam, gdzie to tylko możliwe, elastyczniej zaś wszędzie tam, gdzie to niezbędne, takie powinno być nasze główne hasło w odniesieniu do nowej WPR, widnieje w stanowisku związku.