PRZEGLĄD PRASY: Andrzej Lepper na sobotnim krajowym zjeździe Samoobrony namawiał rolników do zorganizowania blokad. Wyczuł szansę na ponowne wypłynięcie - pisze Kinga Kamińska.

To nie jest sposób na wzbudzenie zainteresowania kogoś, o kim ostatnio było cicho na scenie politycznej. Gdyby działo się dobrze, o żadnych protestach nie byłoby mowy. Poza tym Lepper nikogo do niczego nie namawiał, byłem na zjeździe, sam słyszałem. Zwrócił tylko uwagę rolników na to, że można posunąć się do blokad w ostateczności. Wtedy, gdy nikt ich nie słucha.

Ale to Lepper był inicjatorem niemal wszystkich tego typu protestów. Opinia publiczna właśnie z takimi akcjami, jak wysypywanie zboża na tory czy blokowanie dróg kojarzy go przede wszystkim. Zresztą dzięki tym blokadom zrobił karierę polityczną i dostał się do Sejmu, a potem do rządu. Rolników więc nie trzeba długo namawiać, gdy robi to człowiek, który ma takie doświadczenie.

Rolnicy mają swój rozum. Każdy może mówić o blokadach Lepper czy Iksiński. Rolnicy wiedzą, co robić. A związki zawodowe są od tego, aby bronić ich racji. Tak więc to, czy zorganizują blokady czy nie, zależeć będzie od nich samych.

Ale na razie protestują w bardziej cywilizowany sposób i może to wystarczy. Nie wystarczy, bo mimo protestów na razie rząd nic nie zrobił, aby poprawić ich sytuację. Hodowcy dopłacają do produkcji, niedługo nie będą mieli pieniędzy na codzienne wydatki. Ich sytuacja jest coraz gorsza. Nadal na rynku mamy nadmiar mięsa, a dodatkowo jesteśmy zalewani towarem m.in.. z Danii. Trzeba więc podjąć bardziej radykalne kroki.

Czyli blokady na drogach. Tak. Przepuszczalibyśmy tylko pojazdy uprzywilejowane takie jak karetki, policja. Adam Ołdakowski mówi, że takich akcji nikt w Polsce nie popiera. To bicie piany... W blokadach chodzi o zainteresowanie opinii publicznej.

A przede wszystkim o reakcję. Może wtedy rząd zrozumie, że musi zająć się poprawą sytuacji. Hodowcy pokazują w ten sposób, że są doprowadzeni do ostateczności. Wystarczy iść do sklepu i kupić szynkę. Dlaczego jest taka drod/a, skoro mięso w skupie jest śmiesznie tanie To wystarczy, aby także mieszkańcy miast przyznali rolnikom rację.

Ale rolnicy nie blokowali dróg, gdy Lepper był ministrem rolnictwa. Nie mieli dobrego organizatora, a może się bali. Nie było po prostu potrzeby. Raz rolnicy protestowali przeciw niskim cenom żywca wieprzowego.

I wówczas ministerstwo zdecydowało o interwencyjnym wykupie mięsa z rezerw krajowych. To wystarczyło, żeby uregulować rynek. Konsekwencją był wzrost cen w skupie. Ten przykład pokazuje, że można coś zrobić, że jest wyjście i rząd nie musi czekać na blokady, aby zareagować.

Źródło: Dziennik Elbląski