Pod koniec lat 90. handel, także ten dotyczący zaopatrzenia sklepów, odbywał się na zieleniaku na Okęciu - przypomina Byliński. Tam rolnicy sprzedawali swoje produkty prosto z samochodów. Jeżeli towar nie "schodził" zbyt szybko, to po dwóch dniach produkty te nie były świeże. Handel targowiskowy zyskał na znaczeniu, gdyż upadł dotychczasowy państwowy i spółdzielczy system skupu i zaopatrzenia. Rolnicy i ogrodnicy mieli trudności w zbyciu swoich produktów i oczekiwali, że powstaną nowoczesne formy handlu - czyli rynki hurtowe i giełdy spożywcze - tłumaczył.

Jak mówił, producenci rolni stawali się bardziej świadomi, gdyż przemiany ustrojowe otworzyły granice i coraz częściej organizowano dla rolników wyjazdy studyjne na Zachód m.in. do Holandii i Francji, gdzie dystrybucja produktów ogrodniczych była na wysokim poziomie.

Byliński powiedział, że na utworzenie rynków hurtowych naciskał m.in. Polski Związek Ogrodniczy i Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Rolników Indywidualnych "Solidarność". Z ich inicjatywy w resorcie rolnictwa w 1995 r. powstał rządowy program budowy rynków hurtowych i giełd rolnych. Ówczesne władze stwierdziły, że wybudowanie rynków poprawi obrót hurtowy artykułami rolno-spożywczymi, a przede wszystkim dostosuje handel i pośrednio jakość owoców i warzyw do standardów europejskich.

Tworząc program, resort rolnictwa wzorował się na rynkach hurtowych w Europie. Miało powstać kilkanaście rynków i giełd. Największa - w okolicach Warszawy. Rozpatrywano trzy lokalizacje, wybór padł na Bronisze, w gminie Ożarów, ponieważ tam ziemia była w jednym ręku, należała do Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa (Agencji Nieruchomości Rolnych). Był to majątek po rodzinie Moszczyńskich przejęty na rzecz Skarbu Państwa. Wartość tych gruntów oceniono wówczas na 3 dol. za m kw. - wyjaśnił były minister rolnictwa.

W lipcu 1995 r. powstała spółka akcyjna pod nazwą Warszawski Rolno-Spożywczy Rynek Hurtowy. Zdecydowano, że będzie to spółka prawa handlowego. Udziałowcem był m.in. Skarb Państwa, w kolejnych latach akcje od państwa miały trafić do ogrodników i handlujących na rynku. Jak zauważył Byliński, w powstanie tego rynku bardzo zaangażowali się ogrodnicy. Wykupili prawie 24 proc. akcji tego rynku. - Był to bodaj jedyny rynek, który został zbudowany z w dużej części z pieniędzy prywatnych i kredytów - zaznaczył.