Opozycja do prac nad projektem budżetu na ten rok od razu zabrała się bardzo intensywnie. Poprawki sypały się jak z rękawa, a w pewnym momencie ich wartość wyniosła miliard 700 milionów złotych. Mimo, że rząd tłumaczył, że wydatki w czasie kryzysu finansowego trzeba ciąć, a nie zwiększać.

Marek Sawicki – minister rolnictwa: tegoroczny budżet jak cały jest trudny. Weszliśmy w fazę kryzysu w końcówce roku, jeszcze przy uchwaleniu tego budżetu minister finansów wprowadził pewną korektę.

Rząd przekonuje jednak, że mimo niezbędnych oszczędności będą one zrekompensowane większym strumieniem pieniędzy z Unii Europejskiej. Stanie się tak dzięki uzyskaniu przez Agencję Restrukturyzacji pełnej akredytacji na wszystkie unijne programy pomocowe.

Niewątpliwym sukcesem walki o ostateczny kształt planu wydatków państwa na ten rok jest ich zwiększenie o 200 milionów na dopłaty do preferencyjnych kredytów rolniczych.

Henryk Kowalczyk – poseł PiS: jeśli weźmiemy pod uwagę to, że stopy procentowe w tej chwili spadają, to prawdopodobnie z kredytami preferencyjnymi już nie powinno być takich problemów jakie miały miejsce w tym roku.

Rząd nie zgodził się na zwiększenie wydatków na paliwo rolnicze i ubezpieczenia upraw i zwierząt gospodarskich z bardzo prostego powodu. Do tej pory na ten cel zapisywano bardzo duże kwoty, które potem nigdy nie były w całości wykorzystywane.

Źródło: Agrobiznes/Witold Katner