W wielu krajach europejskich, m.in. w Niemczech, rośnie liczba zachorowań wywołanych przez bakterie EHEC, czyli groźny szczep pałeczki okrężnicy escherichia coli. Do zatruć dochodzi po zjedzeniu ogórków, sałaty i surowych pomidorów. W szczecińskim szpitalu przebywa mieszkająca na stałe w Niemczech Polka, zakażona bakterią coli.

- Nie jedzmy produktów pochodzących zza granicy, mamy polskie ogórki, pomidory i inne warzywa - apelował w poniedziałek wiceminister Butra. Stwierdził, że warzywa krajowe "są dobrej jakości i są bezpieczne, więc konsumenci powinni je kupować". Dodał, że niezależnie od tego trzeba jednak zawsze przestrzegać podstawowych zasad higieny, przygotowując posiłki.

Wiceminister zaznaczył, że choć na warzywach nie ma etykiet, to sprzedawca powinien informować o tym, z jakiego kraju pochodzą.

Podkreślił, że produkcja rolna w naszym kraju jest kontrowana właściwie. Nadzoruje ją Inspekcja Ochrony Roślin, a kontrolą gotowych towarów zajmuje się Inspekcja Sanitarna, która nie jest w gestii ministerstwa rolnictwa.

Natomiast Małgorzata Skoczewska, rzecznik największego polskiego rynku hurtowego w Broniszach pod Warszawą, który zaopatruje m.in. stolicę, poinformowała, że na rynku "od miesiąca nie ma importowanych ogórków, pomidorów czy sałaty". - Import jest nieuzasadniony ekonomicznie, polska produkcja jest dużo tańsza, a podaż warzyw olbrzymia - powiedziała. Dodała, że na razie odbiorcy (np. sklepy, hurtownie) bez obaw kupują polskie towary, ale oczywiście sytuacja z czasem może się zmienić.

Rzecznik warszawskiego sanepidu Wiesław Rozbicki powiedział, że nie ma informacji, aby na Mazowszu sprzedawano ogórki importowane z rejonów, w których odnotowano zatrucia warzywami. Według mediów pochodziły one z Hiszpanii.

W opinii dr Józefa Babika z Instytutu Warzywnictwa w Skierniewicach warzywa mogły zostać zakażone wodą podczas podlewania w czasie transportu. Prawie niemożliwe, by stało się to w szklarni. Tam bowiem warzywa uprawiane są zwykle techniką bezglebową, czyli na przykład na słomie lub wełnie mineralnej, a podlewa się je poprzez system korzeniowy.

Zdaniem dr Magdaleny Szczech - także z Instytutu Warzywnictwa - prawdopodobnym źródłem zakażenia mogło być zetknięcie warzyw z nawozami naturalnymi typu gnojowica. Możliwe jest też, że fekalia dostały się do źródła wody. Bakterie można również wnieść do szklarni np. na narzędziach albo na butach.

Według resortu rolnictwa, w pierwszych trzech kwartałach tego roku, do Polski sprowadzono ponad 13,7 tys. ton ogórków, w tym z Hiszpanii - ok. 9,4 tys. ton wobec 12,6 tys. ton w tym samym okresie ubiegłego roku (z Hiszpanii - 9,3 tys. ton).

Z danych Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej wynika, że w 2010 r. sprowadziliśmy 32,7 tys. ton ogórków, z tego połowa pochodziła z Hiszpanii. W 2009 r. import tych warzyw był na poziomie 44,7 tys. ton. Polska produkcja ogórków szklarniowych i spod folii w ubiegłym roku wyniosła 247 tys. ton, czyli o 3,5 proc. więcej niż rok wcześniej.