Wraz ze swoim poprzednikiem Bogdanem T., Władysław Ł. przed Sądem Rejonowym w Białymstoku oskarżony jest o przekroczenie uprawnień przy zatrudnianiu pracowników. Obaj do zarzutów nie przyznają się.

Białostocki sąd próbuje wyjaśnić, czy byli prezesi Agencji Rynku Rolnego wydawali polecenia zatrudniania lub zwalniania konkretnych osób w białostockim oddziale ARR, przez co, w ocenie Prokuratury Okręgowej w Białymstoku, przekroczyli uprawnienia.

Polecenia miały być wydawane w 2008 roku ówczesnemu dyrektorowi oddziału ARR w Białymstoku Andrzejowi S. Według prokuratury chodzi o zatrudnianie i zwalnianie osób wbrew zasadom określonym w ustawie o Agencji Rynku Rolnego i organizacji rynków rolnych, która przewiduje, że nabór kandydatów do zatrudnienia na wolne stanowiska pracy "jest otwarty i konkurencyjny".

Sąd przesłuchał w piątek szefową kadr w Agencji Rynku Rolnego, która miała być ostatnim świadkiem w tym procesie.

W związku z upublicznieniem przez media rozmowy Władysława Ł. z Serafinem, prokuratura złożyła jednak wniosek o jego dodatkowe przesłuchanie w piątek. Chodziło o te wątki rozmowy, które dotyczyły procesu karnego w Białymstoku.

Jak podawały kilka tygodni temu media, Władysław Ł. podczas rozmowy z Serafinem miał sugerować, że ówczesny szef resortu rolnictwa Marek Sawicki skłamał podczas składania zeznań jako świadek w postępowaniu dotyczącym nieprawidłowości przy zatrudnianiu i zwalnianiu pracowników ARR.

Przed białostockim sądem Władysław Ł. złożył w piątek jedynie krótkie wyjaśnienia. Powiedział m.in., że nie będzie odnosił się do "wyrwanych z kontekstu i często źle cytowanych pojedynczych zwrotów".

"To była luźna, prywatna rozmowa. Prawie cztery lata po zdarzeniach rozpatrywanych przez sąd. Treść tej rozmowy nie pozostaje w związku ze stawianymi mi zarzutami, nie koliduje z moimi dotychczasowymi wyjaśnieniami" - mówił przed sądem b. prezes ARR.

Dodał, że w związku z jego rozmową z Władysławem Serafinem wydał już wcześniej oświadczenie, które - jak podkreślił - jest aktualne. Dodał, że ponieważ ta prywatna rozmowa nabrała wielkiego rozgłosu medialnego i "właściwe służby podjęły postępowanie wyjaśniające", nie chce się do niej obecnie odnosić, zanim to postępowanie nie zakończy się. Podkreślił, że słowa, które padły w rozmowie, były skierowane "wyłącznie do jednej osoby".