Andrzej Burdelas podkreśla, że rentowność na nowalijkach wynosi od kilku do maksymalnie 10 proc., w zależności od wielkości zamówienia. - Musimy dawać upusty, jeśli chcemy utrzymać się na rynku, na którym dominują sieci - molochy. My możemy z nimi konkurować tylko jakością, inaczej nie damy rady - mówi.

Także Ludwik Książek, producent ogórków i pomidorów z gminy Karczew zwraca uwagę, że rodzimym plantatorom trudno jest konkurować z dużymi sieciami handlowymi, które sprowadzają towar z zagranicy. Szczególnie na początku sezonu "nowalijkowego", kiedy ceny tych produktów są wyższe. Taka sytuacja potrwa do czasu, kiedy cena spadnie na tyle, iż import okaże się nieopłacalny dla sieci handlowych.

Dodatkową bolączką plantatorów są nieuczciwi sprzedawcy, którzy sprzedają importowane warzywa jako krajowe. Dlaczego? Bo te ostatnie cieszą się lepszym powodzeniem. - Kupują towar zagraniczny, przekładają w nasze opakowania i sprzedają, a klienci dziwią się, że krajowe ogórki czy pomidory nie są dobre - narzeka Ludwik Książek.

Konsumpcja świeżych warzyw i owoców jest w Polsce nadal dość niska. W przypadku pomidorów - spożycie tych warzyw na osobę wynosi 10-11 kg rocznie i jest znacznie niższe niż w krajach na południu Europy. Dla przykładu Włosi i Portugalczycy konsumują rocznie 55-60 kg pomidorów.