Z przyłączenia do Unii Europejskiej polska wieś wyszła nie tylko obronną ręką, ale nawet wzmocniona. Bo rolnicy potrafili wykorzystać zarówno szanse, jakie dało otwarcie rynku unijnego, jak i wszystkie środki przyznane Polsce dla rolnictwa i obszarów wiejskich. Gdyby taką skuteczność, jak rolnicy, w wykorzystywaniu nadarzającej się okazji mieli nasi piłkarze podczas Mundialu, nie wróciliby z niego tak szybko.

Z raportu Fundacji na Rzecz Rozwoju Polskiego Rolnictwa (FDPA) „Polska wieś 2006” wynika, że włączenie polskich rolników do UE wymusiło rewolucyjne zmiany w stosunkach rolników z instytucjami finansowymi i doradczymi. W końcu lat 90. tylko kilkanaście procent rolników miało swoje konta w bankach, a w 2004 r. prawie 90 procent. Członkostwo w UE wymusiło też pozyskanie przez rolników znacznej wiedzy: technicznej, produkcyjnej, ekonomicznej, prawnej, ekologicznej i innej.

Jednak, jak wynika z raportu, nadal rolnicy są nieufni i niezbyt chętnie organizują się w grupy producenckie ani w inne formy wspólnego działania na rzecz własnej wsi czy gminy. Przez to tracimy szanse wykorzystania środków z innych programów, takich jak „Leader +”.

Dobra koniunktura w rolnictwie, po wejściu do UE, spowodowała wzrost liczby gospodarstw produkujących na rynek z 17,2 proc. w roku 2000 do 23,4 proc. w roku 2005. Po raz pierwszy odnotowano spadek liczby gospodarstw najmniejszych, o powierzchni 1–2 ha. Czy można zatem uważać, że wejście do UE i programy dla wsi i rolnictwa wyznaczyły właściwy i pożądany dla całej gospodarki kierunek przeobrażeń strukturalnych w rolnictwie?

Wiceminister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski uważa, że program na lata 2004–2006 nie wyznaczał żadnego kierunku rozwoju polskiej wsi i rolnictwa. Zakładał tylko takie pobudzenie absorpcji środków, aby możliwe było wydanie wszystkich pieniędzy unijnych. Uznano bowiem, że nie ważne na co zostaną one przeznaczone, bo polskiej wsi tak bardzo brak kapitału, że cokolwiek by nie powstało, poprawi dochodowość rodzin wiejskich.

Teraz trzeba się zdecydować, czy program na lata 2007–2013 powinien pełnić funkcje socjalne, czy ma wspierać rozwój gospodarstw. Czy nadal należy pobudzać wzrost produkcji, skoro UE ma nadmiar żywności i niebawem znikną dopłaty do eksportu i bariery ochrony rynku unijnego. Na potencjał produkcyjny trzeba patrzeć nie pod kątem zasobności przyrodniczej Polski, ale pod kątem możliwości zbytu wyprodukowanych płodów.

Zdaniem ministra, który sam jest rolnikiem, nie może być zasobnej wsi bez rolników, ale nie mogą w niej żyć też sami rolnicy, bo trudno byłoby im uzyskiwać godziwe dochody. W Polsce trzeba uratować jak najwięcej gospodarstw rolnych, ale ich właścicielom należy zapewnić możliwość uzyskiwania dochodu ze źródeł pozarolniczych.

To są dylematy, które muszą zostać rozwiązane do końca tego roku, jeśli fundusze UE na lata 2007–20013 mają być jak najlepiej wykorzystane dla rozwoju polskiej wsi i rolnictwa. Jeśli teraz nie sfinansujemy przemian strukturalnych, to po roku 2013 będzie znacznie trudniej. To prawdopodobnie ostatni taki dobry budżet rolny Unii Europejskiej


Źródło: "Farmer" 13/2006

Podobał się artykuł? Podziel się!