Chodzi o opinię biegłego, który badał, upublicznione kilka miesięcy temu przez media, nagranie rozmowy między b. szefem Agencji Rynku Rolnego Władysławem Ł. a szefem kółek rolniczych Władysławem Serafinem. W rozmowie pojawia się m.in. wątek dotyczący tego procesu.

Biegły, który badał nagranie tej rozmowy (miał m.in. rozszyfrować niewyraźne jej fragmenty), został powołany w śledztwie dotyczącym zeznań b. ministra rolnictwa Marka Sawickiego, złożonych w związku z procesem b. prezesów ARR.

Prowadzi je Prokuratura Okręgowa w Białymstoku, a śledczy badają, czy Sawicki złożył w tym procesie zgodne z prawdą wyjaśnienia jako świadek twierdząc, że nie naciskał na ówczesnych prezesów ARR w sprawie zatrudnienia pracownika w Białymstoku.

Nadesłaną przez prokuraturę opinię, która ma ok. 30 stron, sąd otrzymał jednak dopiero dzisiaj, przed samą rozprawą. Ponieważ muszą się z nią zapoznać także strony procesu, rozprawa została przerwana do połowy grudnia.

- Ta rozmowa nie ma związku z zarzutami stawianymi mi w tej sprawie karnej - powiedział przed sądem Władysław Ł. Podobne stanowisko w tym procesie przedstawiał już wcześniej.

Mówił też, że w pracy ARR nie było nieprawidłowości. - Wszelkie audyty i kontrole wykazywały bezbłędną, wyjątkowo dobrą pracę Agencji. To wskazuje, że również dobór kadr był staranny - dodał Władysław Ł. i złożył do akt sprawy dokumenty z kontroli w 2009 roku, dotyczącej wydatkowania przez ARR pieniędzy unijnych.

Byli szefowie ARR, Bogdan T. i Władysław Ł., odpowiadają przed Sądem Rejonowym w Białymstoku za przekroczenie uprawnień przy zatrudnianiu pracowników. Sąd próbuje wyjaśnić, czy wydawali polecenia zatrudniania lub zwalniania konkretnych osób w białostockim oddziale ARR. Obaj nie przyznają się do zarzutów.

Polecenia miały być wydawane w 2008 r. ówczesnemu dyrektorowi oddziału ARR w Białymstoku Andrzejowi S. Według Prokuratury Okręgowej w Białymstoku, chodzi o zatrudnianie i zwalnianie osób wbrew zasadom określonym w ustawie o Agencji Rynku Rolnego i organizacji rynków rolnych, która przewiduje, że nabór kandydatów do zatrudnienia na wolne stanowiska pracy "jest otwarty i konkurencyjny".

Postępowanie w tej sprawie zaczęło się od zawiadomienia złożonego do CBA przez byłego już dyrektora podlaskiego oddziału Agencji Andrzeja S. Zawiadomił on Biuro, że był naciskany w sprawie zatrudniania osób, które - jego zdaniem - nie miały stosownych kompetencji.

Po tym Andrzej S. stracił pracę i w oddzielnym śledztwie został oskarżony o przekroczenie uprawnień przy konkursach dotyczących zatrudnienia dwóch osób. Prawomocnie zakończyło się ono warunkowym umorzeniem postępowania wobec niego.

Andrzej S. także był przesłuchiwany w procesie byłych prezesów Agencji. Powtórzył wówczas swoje wcześniejsze oświadczenie, że przy konkursach na stanowiska w oddziale działał zgodnie z prawem i "poleceniami prezesów ARR".

Podobał się artykuł? Podziel się!