- Robimy wszystko, aby ustawa w tej kadencji nie została uchwalona - mówi Franciszek Nowak, prezes zarządu Stowarzyszenia Dzierżawców i Właścicieli Rolnych. - W czwartek 21 lipca byliśmy u ministra rolnictwa Marka Sawickiego. Zaprosił nas, po czym okazało się, że ma dla nas 15 minut, w czasie których wygłosił mowę jak prezydent Łukaszenka: ustawa jest polityczna, nie ma o czym mówić. Wpadliśmy w konsternację. Chodziło mu tyko o to, żeby miał udokumentowane, że odbył z nami rozmowę.


Zdaniem Franciszka Nowaka, Ministerstwo Rolnictwa nie przygotowało żadnych propozycji, które mogłyby pomóc rolnikom w sfinansowaniu zakupu ziemi:
- Odbiera się nam grunty, na których pracujemy, i mamy prawo do pierwszeństwa w ich zakupie. A wszystko pod pozorem ułatwienia sprzedaży dla rolników. Tymczasem wycena gruntów jest wysoka, a zysk z gospodarstania nie umożliwia spłat gruntów proponowanych przez Agencję na 15 lat. Proponujemy: 5 proc. wpłaty własnej i okres spłaty 35 lat. Jest to wynik obliczeń ekspertów rolnictwa. ANR ma 240 tys. ha gotowych do sprzedaży, których nikt nie kupuje, bo są to małe działki i grunty są od kilku lat nie uprawiane. Niby funkcjonują kredyty na zakup ziemi, ale w praktyce nie można z nich skorzystać: trzeba mieć 20 proc. własnych środków, a kredyt dostaje się na 80 proc. ceny średniej wyliczonej przez GUS. To oznacza, że kredyt pokrywa około połowy kwoty wylicytowanej za ziemię. Ministerstwo postępuje jak Janosik, tyle że odbiera jednym, a drugim nie daje, tylko sprzedaje.