Janusz Wojciechowski podkreślał, na antenie radiowej Trójki, że obecnie polski rolnik dostaje o 150 euro na ha mniej od rolnika niemieckiego nie dlatego, że ma gorsze uprawy tylko, że jest Polakiem. - Dyskryminacja ze względu na przynależność państwową jest sprzeczna z prawem unijnym.  Mam żal do ministra Sawickiego, że zgodził się na stopniowe wyrównywanie dopłat bezpośrednich. Jest to zgoda na dyskryminację polskich rolników. Minister co innego mówi, a co innego robi. Dopłaty mogą się ewentualnie różnić ze względu na warunki gospodarowania (gatunek ziemi,  ukształtowanie terenu – przypis red.), a nigdy ze względu na pochodzenie geograficzne.  W Unii jest zasada, że pomaga się słabszym i biedniejszym, zaś jeżeli chodzi o rolnictwo sprawa wygląda zupełnie odwrotnie. To właśnie musimy zmienić - mówił europoseł.

Dodał, że premier Donald Tusk przez cztery lata nie brał udziału w dyskusjach na temat rolnictwa. - Nie znam żadnych jego wypowiedzi, ani konkretnych działań - mówił. Dobitnym przykładem, jak podkreślał europoseł Wojciechowski, był brak poruszenia tematu rolnictwa podczas trwania polskiej prezydencji. 

- Jeżeli w Europie pojawiają się problemy rolnicze, to mówi o nich prezydent Nicolas Sarkozy, kanclerz Angela Merkel, premier Berlusconi. Są rozstrzygane na najwyższym szczeblu. Tymczasem polscy rolnicy mogą czuć się sierotami - wyjaśniał. Dodał, że nawet gdyby minister Sawicki był genialny, to i tak bez pomocy premiera nic nie zrobi. Ponadto europoseł uważa, że polski minister rolnictwa nie jest partnerem do rozmów na najwyższym szczeblu w UE.