Antoni Bryś, rolnik z Korczyny hoduje 50 krów. Dwa dni temu jedna z nich padła. Gospodarz zawiadomił zakład utylizacyjny. Przypuszczał, że padłe zwierze zostanie zabrane, tak jak do tej pory, za symboliczną złotówkę.

- Dzwoniłem do zakładu i powiedziano mi, że sztukę zabiorą tylko trzeba zapłacić w granicach 700zł co najmniej. Mnie po prostu na to nie stać – mówi. Rolnik nie może pogodzić się z tym, że poza stratą krowy wartej ok. 5-ciu tys. zł, musi płacić jeszcze za jej utylizacje. Do tej pory za utylizację płaciła Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Teraz umowy ze specjalistycznymi firmami wygasły, a nowych jeszcze nie podpisano.

- Zwróciliśmy się z pismem do ministra rolnictwa przez Krajową Radę Izb Rolniczych, żeby Ministerstwo Rolnictwa jak najszybciej poczyniło starania o podpisanie umów pomiędzy zakładami utylizacyjnymi a Agencją Restrukturyzacji – mówi Stanisław Bartman z Podkarpackiej Izby Rolniczej.

Problem jest tym większy, że w jego rozwiązaniu nie mogą pomóc samorządy. Wójtowie gmin twierdzą, że to niezgodne z prawem.

- Gminy nie mogą finansować utylizacji zwierząt hodowlanych z uwagi na brak przepisów prawnych. Nie jest to zadanie własne gminy – mówi Jan Zych, wójt Korczyny.

Od początku roku na terenie Podkarpacia rolnicy zgłosili trzy przypadki padnięcia zwierząt hodowlanych. Zdaniem wojewódzkiego lekarza weterynarii, na razie głównie dzięki niskim temperaturom zagrożenia sanitarnego nie ma, ale problem musi być rozwiązany.

Firmy zajmujące się utylizacjom zwierząt również rozkładają ręce. Według nich rolnicy muszą płacić, bo póki co Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa nie przedstawiła nowych warunków zapłaty za tego typu usługi.

- Agencja nie zawarła żadnych umów i prawdopodobnie będą warunki zmienione – nie będzie już od kilometra, tylko transport od jednej sztuki – mówi Wincenty Suszyło, prezes firmy utylizacyjnej.

Agencja tłumaczy natomiast, że negocjacje z firmami nie mogły się rozpocząć wcześniej, bo dotyczące ich rozporządzenie weszło dopiero 1 stycznia. Agencja zapewnia, że rozmowy trwają i niedługo się zakończ. Do czasu ich zakończenia urzędnicy Agencji radzą, by rolnicy zapłacili za utylizację, a później starali się o zwrot pieniędzy.

Źródło: M.Winiarski, M.Cieszyński/Agrobiznes