Jeszcze niedawno premier Donald Tusk zapowiadał, że ustawa o państwowej ziemi rolnej trafi pod obrady rządu jeszcze tej jesieni. Powstaje jednak pytanie, czy nie zakończy to historii projektu, który nie zostanie przez Radę Ministrów zaakceptowany. Pomysły autorstwa polityków Polskiego Stronnictwa Ludowego mają bowiem coraz więcej przeciwników.

-Ja jestem członkiem koalicji rządowej, ale nigdy nie popierałem takiej ustawy i nigdy nie będę jej popierał, bo uważam, że to jest zła ustawa – mówi Leszek Korzeniowski, polityk Platformy Obywatelskiej. Jego zdaniem należałoby szybko przeprowadzić ustawę o dzierżawie. - Wszystkie dane, które mamy wskazują na to, że Skarb Państwa czerpałby z niej spore zyski – podkreśla Korzeniowski.

Przypomnijmy, że największe kontrowersje budzi jeden z artykułów projektu, który zakłada, że do zasobu ANR wróciłoby 30 proc. dzierżawionej obecnie ziemi. Problem w tym, że dzierżawcy wcale nie chcą oddawać ziemi i grożą procesami, gdyż ustawa unieważniłaby ich wieloletnie umowy z ANR.

- Żądamy wycofania się z obligatoryjnego zrywania umów. Natomiast popieramy stworzenie preferencyjnych warunków sprzedaży i zakupu ziemi dla tych dzierżawców, którzy mają na to ochotę, a przede wszystkim stać ich na to – mówi Waldemar Rolewski z Federacji Związków Pracodawców-Dzierżawców i Właścicieli Rolnych.

Przeciwko obligatoryjnemu zrywaniu umów dzierżawnych przez państwo opowiada się także Wojciech Mojzesowicz. Polityk Prawa i Sprawiedliwości ostro krytykuje także ministra rolnictwa za opieszałość we wprowadzaniu ustawy w życie.

- Rolnicy do tej pory wychodzą za stodołę i patrzą, gdzie ta ziemia - mówi Mojzesowicz, który podkreśla, że ministerstwo rolnictwa rzuciło hasło bez pokrycia, prawdopodobnie na potrzeby kampanii wyborczej do europarlamentu. - Oczekiwałbym, że ten projekt wreszcie zostanie zatwierdzony przez rząd i przesłany do Sejmu. Albo niech pan minister Sawicki powie, że nic z tego nie będzie – kończy.

W całej sprawie są jeszcze dwa znaki zapytania. - Po pierwsze, od 1 stycznia 2010 roku przestaje funkcjonować możliwość udzielania kredytów preferencyjnych na zakup ziemi, czyli idziemy w kierunku komercyjnego handlu gruntami rolnymi – przypomina Leszek Korzeniowski. Rząd zabiega wprawdzie w Unii Europejskiej o przedłużenie działania tego mechanizmu, ale jaki będzie tego efekt wciąż nie wiadomo.

Po drugie, ogromna część gruntów należących do ANR nie może być sprzedana z powodu roszczeń byłych właścicieli. Waldemar Rolewski twierdzi, że dopóki nie powstanie ustawa reprywatyzacyjna, która jednoznacznie rozstrzygnie kwestie własności, możliwości sprzedawania nieruchomości rolnych przez ANR są bardzo ograniczone.

Źródło: farmer.pl