Z funduszem celowym, na który producenci sukcesywnie wpłacali pieniądze, rozprawi się później. Na razie przegrywa sprawę za sprawą z powodu, jak sam mówi, „krótkowzroczności sądów”, które interesują jedynie podpisane weksle.

20 lat minęło…
Właśnie przez tyle lat do Spomleku dostarczał mleko pan Władysław z gminy Pieńki. Nasz bohater woli zachować anonimowość – boi się „zemsty” mleczarni. Spłacił karne odsetki, ale nie dostał jeszcze potwierdzenia od nich, że wszystko uregulowane. Dlaczego potulnie zapłacił, mimo gorącego odradzania tego przez prawnika? – Nie miałem już siły, nerwów, a przede wszystkim pieniędzy na opłaty sądowe i wolałem oddać im pieniądze – tłumaczy w rozmowie z Farmerem. – Ale mecenas powiedział mi, że on tej sprawy nie podaruje – dodaje z pewną nadzieją w głosie.

Ale zacznijmy od początku. Rolnicy, którzy sprzedawali mleko spółdzielni z Radzynia, od każdego litra mieli potrącanych kilka groszy. – W ciągu roku mogło się z tego uzbierać nawet 5 milionów złotych – oblicza na gorąco nasz czytelnik. Pomnożywszy tę kwotę przez kilka lat istnienia funduszu celowego, na które szły potocznie nazywane „groszówkami” pieniądze, daje to okrągłą sumkę.

Z funduszu celowego udzielane były rolnikom kredyty. Najczęściej na zakup maszyn. Kredytobiorca podpisywał umowę kredytową, weksel i był szczęśliwy, że otrzymał (czasami nawet bezprocentowy, jeśli brany na 3 lata – gdy na 4-5 lat – nisko oprocentowany) korzystny kredyt. O to, co było napisane „drobnym druczkiem” nikt się nie dopytywał. – W spółdzielni panowała taka atmosfera, że gdy chciało się wiedzieć coś więcej, już można było kredytu nie dostać. A każdemu przecież zależało – wyjaśnia pan Władysław.

A jednak warto było się dopytać, bo kredyt był w istocie rodzajem umowy lojalnościowej. Zobowiązywał rolnika do tego, aby ten jeszcze przez 5 lat po jego spłacie oddawał mleko do Spomleku ( w przeciwnym razie każdy „były” dostawca obciążany był karnymi odsetkami). I może nie byłoby to jeszcze tak bolesne, gdyby nie konkurencyjne ceny w sąsiednich Rykach. Kiedy pan Władysław odchodził do tejże spółdzielni, różnica wynosiła 6 groszy na litrze. Obecnie – bywa, że i 1 zł!

Takich jak nasz czytelnik było wielu. Zatem Spomlek, a potem i sądy musiały wystosować sporo wezwań do zapłaty. Mieszkaniec Pieniek był winny Spomlekowi około 40 tys. zł, na które składały się regularne i karne odsetki od kredytu. Zmęczenie i zniechęcenie skłoniły go, jak już pisaliśmy, do zapłaty. Jednak rolnicy, obciążeni ponad 180 tys. zł, nie ulegli. Ale odwołania do najróżniejszej maści sądów były oddalane. Jako powód podawano podpisany weksel. Trudno dyskutować z tak racjonalnym wyjaśnieniem.

Jednak Stanisław Grabias, pomagający rolnikom w walce ze spółdzielnią, widzi nadzieję na wygranie sprawy w czym innym. Jego, tak jak i jego klientów, żywotnie interesują pieniądze z funduszu celowego. W końcu fundusz powstał z dobrowolnych składek rolników, z „groszówek”. Czemu więc po odejściu nie zostały one im wypłacone? Dlaczego z nich nie potrącono karnych odsetek? Gdzie cel? I czym w ogóle był fundusz celowy? Co się z nim teraz dzieje?

I nie jest tak, że mleczarze sami nie dopytywali się o to. Były spotkania z ówczesnym zarządem mleczarni, padały pytania o fundusz celowy. Odpowiedzi były jednak, jak wynika z relacji naszego rozmówcy, co najmniej niejasne. Przewijały się hasła o ogólnym rozwoju spółdzielni, a nawet inwestowaniu w klub sportowy.

Moralność Spomleku
Zdaniem obecnego prezesa spółdzielni, Edwarda Bajko, rolnicy robią błąd w rozumowaniu. – Interpretują wszystko, jak im wygodnie – podsumowuje roszczenia. W rozmowie z Farmerem dowodzi różnicy między funduszem celowym, a udziałowym. – Fundusz celowy ma służyć wszystkim, a nie jednostce. Po odejściu ze spółdzielni dostaje się pieniądze z funduszu udziałowego, a nie celowego.

Teraz w Spomleku nieco się pozmieniało. Nadal płacą w porównaniu z konkurencją tyle, co kot napłakał, ale zreformowali parę rzeczy. Fundusz celowy zamienili właśnie na udziałowy. Po zakończeniu współpracy rolnik otrzymuje z powrotem swoje „groszówki”.

Kredyty, nadal nisko oprocentowane (ok. 2 proc.), nadal funkcjonują. Innowacją jest brak dedykowania kredytów poszczególnym, uprzywilejowanym firmom. Kredytobiorca, biorący pożyczkę na jakąś maszynę musiał ją kupić w konkretnej firmie z Bedlna. – W tej składnicy maszyn ceny były wyższe niż gdzie indziej. Owijarka, którą u nich musiałem kupić kosztowała o 1 300 zł więcej niż tej samej firmy w Siedlcach! – irytuje się pan Władysław. – Az strach pomyśleć, jakie różnice byłyby przy o wiele droższych maszynach.

Jak zapewnia nas prezes Bajko, skończono już z tym procederem. Pasze i maszyny można brać skąd się żywnie podoba. Zwolniono też kierowniczkę skupu, o której (szczególnie pracownicy spółdzielni) mieli bardzo złe zdanie. Na forach internetowych aż huczy o jej wątpliwej kompetencji, uczciwości, kulturze osobistej. Padają poważniejsze oskarżenia – nawet o mobbing.

Mimo zmian rolnicy, którzy brali kiedyś kredyty, karne odsetki płacić muszą. Prezes Bajko, bardzo nie lubi słowa „karne” w odniesieniu do odsetek, bo uważa, że spółdzielnia ma „moralne prawo z kredytu preferencyjnego zrobić kredyt komercyjny”. Ciekawe, czy sąd do tej pory „moralnie” postępujący, przyjrzy się funduszowi celowemu? Obecnie w Lublinie toczy się dobrze rokująca dla rolników sprawa. Prawdopodobnie pod koniec tego roku lub na początku przyszłego rozstrzygnie się. – Jeśli ją wygramy, inni będą mieli realne szanse pójść do sądu i wygrać – mówi mecenas Grabias. Z kolei ci, którzy już spółdzielni zapłacili, być może będą mogli chociaż otrzymać upragnione „groszówki”.

Źródło: FARMER 12/2009