- Dzisiaj chcemy się wsłuchać dodatkowo w słowo Jezusa Chrystusa, który przyszedł z pomocą biesiadnikom w Kanie Galilejskiej. Na Jasną Górę, do Częstochowy przychodzimy z podobnymi uczuciami - mówił w homilii abp Józef Michalik. Na Jasną Górę przychodzimy, aby się pokrzepić. - Przychodzimy na Jasną Górę zaczerpnąć (…) Bożej mądrości i Bożej pomocy. Przychodzimy wyprostować nasze sumienia. Przychodzimy poczuć obecność Chrystusa, Boga w naszym życiu i obecność Jego Matki Maryi. Ale przychodzimy także, żeby poczuć obecność drugiego człowieka – człowieka, rolnika, pracownika, tak jak ja, mającego swoje problemy. Przychodzimy zauważyć, że w tej jedności, w tym kontakcie wzajemnym z drugim człowiekiem odkrywamy nowe siły, nowe inspiracje, nowe moce – usłyszeli rolnicy.

Arcybiskup nawiązał do listu otrzymanego od sołtyski z jednej z podlaskich wsi, która - zaniepokojona bezrobociem, wyludnieniem wsi, likwidacją małych gospodarstw – pyta: „Co z Polską wsią?”. Jeśli będzie słaba jakakolwiek kategoria ludzi, słaby będzie kraj:  - Pytanie o polską wieś to pytanie „Co z tą Polską?” – rozszerzył arcybiskup.

- Trzeba te pytania sobie stawiać, i próbować na nie odpowiadać uczciwie. Radując się sukcesami, które są niewątpliwe, ale też niepokojąc się przejawami tego, co jest rozkładem, co jest demobilizacją, co jest wyludnieniem naszej wsi i naszej Ojczyzny. Pytając o warunki odrodzenia Polski, Kościoła w naszej Ojczyźnie, trzeba pytać o warunki odrodzenia naszej wsi. Trzeba mieć odwagę zauważyć i ocenić, a potem wyciągać wnioski - podkreślił. - Myślę, że prawdziwą biedą polskiej wsi i polskiego narodu, i polskiego Kościoła, nie jest to, że mamy skromne warunki życia, że się zmagamy z takimi czy innymi trudnościami, bo zawsze i każdy człowiek na różnych miejscach musi się z nimi zmagać, musi pokonywać, po to otrzymaliśmy dary Boże – rozumu, woli, uczuć – żebyśmy potrafili zaradzić budzącym się trudnościom, ale prawdziwą biedą Kościoła, narodu i naszej wsi są ludzie duchowo chorzy – podkreślił arcybiskup.

Zniechęcenie, prywata, dbanie tylko o siebie – to problemy największe. Rolnik i chrześcijanin nigdy nie był sam. Obecnie egoizm i jego akceptacja w życiu prywatnym i publicznym musi niepokoić i każe stawiać pytania, co dalej.