Farmer.pl: Panie Profesorze, czy wprowadzając zakaz stosowania pasz GMO, zadbano o zdrowie zwierząt, nie ludzi ?

Prof. Brzóska:
W USA i UE obowiązuje ściśle przestrzegana procedura badania i dopuszczania do uprawy roślin GMO. W USA trwa ona 13 miesięcy, w UE nawet 3 lata. Dotyczy ona w równej mierze zdrowia zwierząt jak zdrowia ludzi. Obejmuje ona wszechstronne badania obejmująca cechy roślin typowo rolnicze, jak plonowanie, czy odporność na choroby. Obejmuje również badania efektywności żywieniowej, strawności składników pokarmowych, produkcyjności zwierząt oraz wpływu rośliny GMO na zdrowie zwierząt. Dotyczy to badań kancerogennych (rakotwórczości), alergennych (wywoływania uczuleń), a także ewentualnego modyfikowania płodu zwierząt w okresie ciążowym. Tak szeroko zakrojonych badań nie stosuje się w stosunku do „tradycyjnych” roślin rolniczych. Miliony osób uczulone są na pyłki traw i drzew. Genom rośliny zmodyfikowanej poddany jest stałej obserwacji w laboratoriach i na polach w rejonach uprawy. Wyznaczono optymalne obszary graniczne upraw roślin zmodyfikowanych, badając drogę przenoszenia pyłku roślin.

Aktualnie w świecie produkty zmodyfikowane spożywane są przez kilkaset milionów ludzi. Nie stwierdzono potwierdzonych medycznie schorzeń powodowanych dietą zawierającą żywność GMO. Schorzeń nie stwierdzono również u zwierząt, jakkolwiek czas życia człowieka jest wielokrotnie dłuższy jak zwierząt.

W UE przed dopuszczeniem roślin zmodyfikowanych do uprawy i żywienia zwierząt wykonano 81 projektów badawczych, nie wykazując przeniesienia się genomu rośliny zmodyfikowanej na genom bakterii, zwierzęcia czy człowieka.

Sposób uzyskania roślin, pasz i żywności zmodyfikowanej genetycznie przekracza poziom wiedzy człowieka, nawet wykształconego, czym tłumaczyć należy opór i sprzeciw respondentów licznych ankiet zadających pytanie „czy jest Pan/Pani za, czy przeciw roślinom GMO”. Przykrym jest, że najmniej świadomi i wykształceni rolnicy ulegają głosom sprzeciwu, uderzając we własne interesy zawodowe, bowiem na zakazach uprawy GMO oni tracą najwięcej. Przejrzysta jest postawa polityków. Zajmują oni stanowisko zgodne z wynikami ankiet, dbając o swoich byłych i przyszłych wyborców. Stąd zapisy w ustawach zakazujące stosowania roślin GMO w uprawie i żywieniu zwierząt pojawiają się najczęściej w ostatnim czytaniu i w ostatniej chwili procedowania ustaw, kiedy eksperci nie posiadają już wpływu na zapisy ustawy.

Farmer.pl: Po pierwsze uprawa GMO, po drugie spożywanie przez ludzi organizmów GMO. Te sprawy są mylone. Czy można je wiązać?

Prof. Brzóska: Rośliny uprawne i zwierzęta są tylko formą pośrednią energii i białka potrzebnego dla człowieka. Są wynikiem działania 3 czynników: gleby, wody i słońca. Motorem napędowym jest proces asymilacji, pozwalający gromadzić przez rośliny skrobię (zboża, ziemniaki), sacharozę (buraki cukrowe, trzcina cukrowa), oleje (rzepak), a także białko i celulozę. Rośliny stanowią paszę dla zwierząt. Otrzymuje się z nich produkty pochodzenia zwierzęcego jak mleko, mięso i jaja. Te zaś stanowią żywność niezbędną dla człowieka.

Rośliny GMO stanowiąc paszę dla zwierząt, pośrednio wykorzystywane są w żywieniu ludzi. Zwierzęta są jednakże istotnym filtrem dla zmodyfikowanego białka (DNA) roślin. Dotychczas nie stwierdzono w produktach pochodzenia zwierzęcego, w mleku, mięsie i jajach, zmodyfikowanego DNA. W procesie trawienia zmodyfikowane białko ulega hydrolizie i przekształceniu, stąd nie jest w metabolizmie zwierząt przekazywane (odkładane) w produktach jak tkanka mięsna, mleko czy jaja. Fakt ten spowodował, że pasze GMO np. śruta sojowa w całej UE dopuszczono do stosowania w żywieniu zwierząt, tym bardziej że w strefie klimatu umiarkowanego brak jest substytutu dla śruty sojowej. Polska wprowadzając zakaz stosowania pasz GMO w żywieniu zwierząt uderzyłaby we własnych hodowców i producentów drobiu oraz świń oraz cały sektor produkcji zwierzęcej obejmujący około 3 mln. ton ubijanych zwierząt. Import mięsa drobiowego i wieprzowego nie rozwiązuje problemu, bowiem brak jest kraju który nie produkuje mięsa na paszach niezmodyfikowanych, poza niszową produkcją ekologiczną zajmującą np. w Niemczech nie więcej jak 2-3% sprzedawanych produktów żywnościowych.

Śruta sojowa jest produktem pochodnym nasion soi, po wytłoczeniu i ekstrakcji z nich oleju sojowego. Jej cena jest konkurencyjna do innych produktów białkowych. UE importuje ponad 34 mln. ton śruty sojowej rocznie, Polska około 2 mln. ton i cała produkcja drobiarska (26 kg mięsa drobiowego/kapita) oparta jest na śrucie sojowej. Soja GMO została zmodyfikowana pod kątem odporności na czynnik aktywny herbicydu stosowanego w jej uprawie do zwalczania chwastów, co wydłuża czas stosowania herbicydów. W klimacie Argentyny, Brazylii i USA gdzie uprawia się soję, czas od siewu do wschodu roślin wynosi 3-5 dni. Jest zbyt krótki aby plantacje zabezpieczyć przed chwastami. Uprawa soi w praktyce nie dotyczy Polski. Polskie odmiany soi wyhodowano w Instytucie Hodowli i Aklimatyzacji Roślin Radzików, jednak ich uprawa nie gwarantuje godziwego plonu nasion.

Uprawa roślin GMO w Polsce i w strefie klimatu umiarkowanego dotyczy kukurydzy na ziarno. Ziarno kukurydzy jest obok śruty sojowej podstawowym materiałem paszowym w żywieniu drobiu, w tym kurcząt i indyków rzeźnych i kur niosek. Wyjątkiem są gęsi, które w technologii chowu żywi się owsem. Konserwowana kukurydza jest również podstawową paszą w żywieniu krów i produkcji mleka. Przed 1990 r. Polska była znaczącym importerem ziarna kukurydzy. Zmiana relacji cen i dostęp do technologii w rolnictwie spowodował, że aktualnie produkujemy ponad 2 mln. ton suchego ziarna kukurydzy i jesteśmy samowystarczalni. Uprawa kukurydzy w UE zagrożona jest rozprzestrzenianiem się 2-ch szkodników. Omacnicy prosowianki, motyla którego larwy żerują w łodydze kukurydzy, niszcząc wiązki przewodzące, w wyniku czego plon maleje, kolby gromadzące ziarno są o 1/3 mniejsze, a często porażone toksynami grzybowymi, których działanie rakotwórcze potwierdzono w wielu badaniach. Drugim szkodnikiem jest stonka kukurydziana, chrząszcz żerujący u podstawy łodygi, powodujący wyleganie (przewracanie się) w środku lata 10-20% plantacji. Zatem powodujący znaczne straty. Oba owady można zwalczać środkami chemicznymi (pestycydami) jakkolwiek jest to bardzo trudne, ze względu na brak odpowiednich maszyn do oprysków, nie mówiąc o skutkach ekologicznych, giną bowiem wszystkie owady obecne na plantacji.

Jedynym sensownym rozwiązaniem jest stosowanie w uprawie kukurydzy roślin zmodyfikowanych, odpornych na oba szkodniki. Kukurydza odporna na szkodniki posiada w dziedzicznym białku (genomie) transgeniczne białko bakterii, toksyczne dla obu szkodników. Niektóre kraje UE dopuściły do uprawy kukurydzę GMO, m.in. Niemcy, Czechy i Rumunia. Inne kraje jak Francja wstrzymują się z decyzją. Przeciwnicy roślin GMO wnoszą obawy co do rozpowszechniania się genu zmodyfikowanego i przenoszenia go na inne rośliny lub bakterie glebowe. Jak dotąd zjawiska takiego nie potwierdzono. Uprawa kukurydzy GMO w Polskich warunkach daje plon wyższy o około 1-2 ton ziarna/ha tj. 10-20%, przy znacznie lepszej jakości mikrobiologicznej ziarna jako materiału paszowego, co daje około 1500 zł/ha, przy wyższych kosztach nasion o około 150 zł/ha.