Naukowcy przebadali tylko dwa z ośmiu kurhanów, które znajdowały się na środku pola - powiedział kierownik katedry archeologii Mohylewskiego Uniwersytetu Państwowego Ihar Marzaluk. Archeolodzy byli przekonani, że kierownictwo miejscowego gospodarstwa rolnego zdaje sobie sprawę ze znaczenia tych obiektów.

Dyrektor gospodarstwa Andrej Syczeu twierdzi jednak, że gdy 10 lat temu przekazano przedsiębiorstwu ten teren, nikt nie uprzedzał, że jest to strefa objęta ochroną. "Jestem rolnikiem, prawne kazusy to nie moja specjalność. Na żadnym (kurhanie) nie widziałem tabliczki ani znaku" - powiedział Syczeu.

Po burzy, jaką zaoranie kurhanów wywołało wśród historyków i krajoznawców, władze lokalne postanowiły uświadomić szefów wszystkich miejscowych przedsiębiorstw i przekazały im broszury z opisami zabytków archeologicznych wraz z ostrzeżeniem o odpowiedzialności za ich zniszczenie.

"Kazaliśmy im poświadczyć odbiór podpisem, żeby dyrektorzy, którzy mają na swoim terenie zabytki, zgodnie z prawem zadbali o odpowiednią dokumentację" - oznajmiła wiceprzewodnicząca kruhelskiego komitetu wykonawczego Tamara Aksionawa.

Mohylewscy archeolodzy już skierowali do ministerstwa kultury pismo z żądaniem wyjaśnienia incydentu oraz ukarania winnych. Chcą też, by na zaoranym miejscu przeprowadzono wykopaliska.

Podobał się artykuł? Podziel się!