40 proc. przeznacza się potem pod budowę osiedli mieszkaniowych, pozostałe 60 proc. pod inne inwestycje – najczęściej komercyjne.

Odrolnienie gruntów i potem wyłączenie ich z produkcji to często skomplikowany i długi proces: począwszy od rady gminy, poprzez wójta, marszałka, skończywszy – w przypadku gruntów wartościowych – na ministerstwie rolnictwa.

Po drodze trzeba zdobyć pozytywne opinie różnych instytucji i organizacji min. samorządu rolniczego, ochrony środowiska. Cała ta procedura bywa korupcjogenna, ponieważ z powodu braku planów zagospodarowania przestrzennego gminy decyzję często podejmują uznaniowo urzędnicy.

Odrolniona ziemia to żyła złota. Można ją sprzedać z dużym zyskiem lub przeznaczyć na dochodowe inwestycje. Dlatego właściciele gruntów rolnych położonych blisko miast bardzo zabiegają o ich przekwalifikowanie. Zabiegają też o to samorządy terytorialne mając nadzieję na duże dochody z planowanych inwestycji. Dlatego zależy im na liberalizacji przepisów dotyczących zmiany przeznaczenia gruntów.

Mówi się o potrzebie skrócenia i uproszczenia procedur, pozostawienia decyzji gminom i marszałkom. Szczególnie, jeśli chodzi o grunty położone w obrębie miast. Przyśpieszyłoby to ich rozwój. A jednocześnie zwiększyłoby to podaż gruntów pod inwestycje, czego wynikiem może być spadek cen. Z drugiej strony swoboda w przekwalifikowywaniu gruntów zmniejszyłaby i tak już nie wielką ilość gruntów dobrych klas. W Polsce ziemie I-III klasy stanowi tylko 25 proc. wszystkich gruntów.

Źródło: Agrobiznes

Podobał się artykuł? Podziel się!