Najwięksi pesymiści przewidują, że inflacja w niektórych miesiącach wyniesie nawet 4,8 proc.

- Ceny paliw nie powinny rosnąć, jednak w górę pójdą jeszcze ceny żywności i to będzie podbijało inflację –cytuje gazeta Piotra Bielskiego z BZ WBK. – Spodziewam się, że w październiku i listopadzie nastąpi szczyt. Wtedy inflacja może się zbliżyć do poziomu 4,8 proc.

Natomiast Michał Dybuła z BNP Paribas spodziewa się szczytu inflacji powyżej 4,5 proc w maju, potem zacznie ona spadać. Ernest Pytlarczyk z BRE Banku dodaje jednak, że zależeć to będzie od plonów i trendów na rynkach światowych.

Z kolei Marcin Mrowiec, główny ekonomista Pekao SA, mówi, że trudno przewidzieć, jak będą się kształtowały globalne ceny, szczególnie w obliczu obecnych, nadzwyczajnych działań na rynkach finansowych. – Jeśli okaże się, że będą one nadal rosnąć w drugiej połowie roku, a dodatkowo złoty osłabi się względem dolara, inflacja może się zbliżyć na koniec roku nawet do 5 proc. – zaznacza Mrowiec.

Ekonomiści nie są również zgodni w ocenie tego, jaki wpływ będzie miała inflacja na budżet. Resort finansów wyliczał wpływy podatkowe przy założeniu, że inflacja nie przekroczy 2,3 proc. – Jeśli średni jej poziom będzie o ok. 1,8 proc. wyższy, to dochody wzrosną o 1,2 – 1,4 proc. powyżej zakładanych, czyli o 2,9 – 3,4 mld zł – mówi Marcin Mrowiec.

Odmiennego zdania jest Arkadiusz Krześniak z Deutsche Banku. – Inflacja co najwyżej podtrzyma wpływy podatkowe, ponieważ dotyczy dóbr niezbędnych (żywności, odzieży, energii i paliw), których zakupy gospodarstwa domowe mogą ograniczyć w nieznacznym stopniu – podkreśla. – Polacy nie będą mogli zrezygnować z zakupów żywności, paliw czy energii, a to oznacza, że zostanie im mniej pieniędzy na inne dobra i usługi.

Wysoka inflacja oraz wypowiedź Andrzeja Bratkowskiego, członka RPP, który opowiedział się za szybką podwyżką stóp procentowych o 50 pkt bazowych, wywołały niepokój wicepremiera Waldemara Pawlaka. – Inflacja nie powinna być pretekstem do podnoszenia stóp procentowych, by nie doprowadzić do sytuacji, gdy do drożyzny na rynku towarowym, szczególnie na rynku energii i międzynarodowych rynkach żywnościowych, będzie dokładana drożyzna na rynku finansowym – powiedział. Jego zdaniem drogi pieniądz może załamać gospodarkę – pisze „Rzeczpospolita".