Rosjanie tę odmianę polubili, do tego dobrze się ją przechowuje i transportuje - wyjaśnił.

Do czołówki innych, podstawowych odmian produkowanych obecnie w Polsce, należą jonagold (16 proc.) i champion - odmiana smaczna i popularna także w innych krajach Europy (14 proc). Kolejne to cortland (12 proc.), lobo (11 proc.), gloster (8 proc.), golden delicious (w Polsce stanowi 6 proc. upraw, a w Europie zajmuje jedno z czołowych miejsc) i ligol (6 proc.). Inne odmiany uprawiane są w Polsce na mniejszą skalę.

Według posła i prezesa Związku Sadowników RP Mirosława Maliszewskiego w ubiegłym roku Polska wyeksportowała 1,2 mln ton jabłek, w tym 900 tys. ton do Rosji. "Polska jest trzecim w świecie producentem i pierwszym eksporterem jabłek dlatego, że mamy nowoczesne sadownictwo i przechowalnictwo. Rozwija się technologia nawożenia, nawadniania, opryskiwania, zbioru i ochrony sadów przed szkodnikami" - zwraca uwagę Adamicki.

Szef IO przypomina, że sadownictwo miało się dobrze już w PRL. Warzywa i owoce były już wówczas produktem, dla którego panował wolny rynek - mówi. "Ich uprawa była opłacalna. Ludzie uprawiający jabłka nawet na niewielkich obszarach umieli we własnym zakresie towar zagospodarować i utrzymać z tego rodziny" - powiedział.

Aby Polska mogła się stać jabłkową potęgą, sadownictwo musiało jednak przejść wiele zmian - zwrócił uwagę ekspert. Pionierem wdrażającym nowe odmiany i technologie upraw był założyciel Instytutu Sadownictwa i Kwiaciarstwa w Skierniewicach (poprzednika IO), prof. Szczepan Pieniążek. "To on przywiózł do Polski z USA mcintosha - odmianę, którą później zaczęto tu powszechnie uprawiać. Z czasem zrezygnowano z większości starych odmian - antonówki, kronselki czy malinowej, które owocują nieregularnie, co drugi rok" - opowiada dyrektor IO.

Cezurą dla nowoczesnego sadownictwa były jednak lata 80., a zwłaszcza jedna z zim, która zniszczyła wiele starych odmian. Wtedy zaczęto na dużą skalę wprowadzać nowe podkładki i nowe odmiany wytrzymujące przymrozki. "Zaczęto też rozwijać nowe technologie. Dawniej jabłonie rosły bardzo wysoko, co utrudniało zbiory. W efekcie mechanizacji produkcji sadownicy przestawili się na drzewa nieduże (do 2,5 m), między które łatwo wjedzie choćby opryskiwacz, a jednocześnie takie, których korony zapewniają lepszy dostęp światła, przez co mogą pięknie owocować. Obecnie, zamiast pięciuset drzewek na hektar, sadzi się od 3,5 do 4 tys. Drzewka są mniejsze i lepiej naświetlone. Są nawadniane kropelkowo, a pokarm dostarczany jest bezpośrednio do drzewa, co pozwala uzyskiwać bardzo wysokie plony. Zamiast 20 ton - jak dawniej, dziś możemy uzyskać nawet do 70 ton z jednego hektara" - podkreśla Adamicki.