PRZEGLĄD PRASY: Tzw. mała reprywatyzacja, którą badała NIK, to tysiące roszczeń dotyczących tylko majątków przejętych przez państwo z pogwałceniem PRL-owskiego prawa –pisze Marek Wielgo.
W Ministerstwie Gospodarki rozpatrzenie sprawy trwa około pięciu lat, a w resorcie rolnictwa-15! Na jednego pracownika zajmującego się orzecznictwem przypadało ponad 290 spraw.

Przy okazji kontroli NIK wyszło na jaw, że niektóre sprawy były załatwione zadziwiająco szybko. Urzędnicy w resorcie rolnictwa w pierwszej kolejności zajmowali się tymi, które wskazywali im... posłowie i senatorowie w swoich interwencjach. Nazwiska parlamentarzystów w raporcie się nie znalazły, bo nie znaleziono dowodów korupcji.

Ślamazarne tempo załatwiania wniosków reprywatyzacyjnych ministerstwa tłumaczą m.in. koniecznością pozyskiwania dodatkowych materiałów dowodowych, zmieniającym się orzecznictwem sądowym i problemami kadrowymi.
Niestety bardzo często starają się oni rozstrzygać na niekorzyść poszkodowanych. NIK zwrócił też uwagę, że do połowy lat 90. resorty gospodarki i rolnictwa wstrzymywały decyzje dotyczące wypłaty odszkodowań. Wiatach 1992--2005 zaskarżono łącznie 1397 decyzji wydanych przez resort rolnictwa. Sądy uznały za nieprawidłowe przeszło połowę z nich!

NIK ostrzega, że z powodu przewlekłości tego typu spraw coraz więcej z nich trafia do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Skutki jego wyroków mogą okazać się dla finansów państwa dotkliwsze od ustawy, która całościowo uregulowałaby problem roszczeń reprywatyzacyjnych.

Źródło: Gazeta Wyborcza