- Trudno znaleźć coś dobrego w tej ministerialnej kadencji – mówi Janusz Wojciechowski. - Jeszcze jedna taka kadencja byłaby zabójcza dla polskiego rolnictwa. Ministra Sawickiego obciąża kilka rzeczy. To przede wszystkim zawalona sprawa dopłat. Dał polityczną zgodę na dalszą dyskryminację, a łudzi rolników jakimś stopniowym wyrównaniem dopłat w przyszłości. To powinno nastąpić natychmiast, automatycznie, w 2014 roku powinniśmy mieć dopłaty równe, to znaczy obliczane dla wszystkich na równych zasadach. To musi być równość wobec prawa, a tej równości nie ma. Polski rolnik dostaje mniej od niemieckiego nie z uwagi na zróżnicowanie warunków, tylko dlatego, że jeden jest Niemcem, a drugi jest Polakiem. Sawicki zgodził się, żeby to dalej trwało.

Druga sprawa to GMO. Minister uprawiał tu hipokryzję. W słowach był za a nawet przeciw, a w czynach był zawsze za GMO. Jego wypowiedzi były sprzeczne ze sobą. Na początku mówił, że GMO to postęp, a na końcu kadencji, że stanie na czele walki o Europę wolną od GMO, chociaż to spóźniona walka, bo już niedługo wejdą w Europie przepisy pozwalające na krajowe zakazy GMO. W rzeczywistości ten rząd przyjmował kolejne ustawy pozwalające na wejście GMO: ustawę o paszach, o nasiennictwie. Europosłowie koalicji głosowali przeciwko krajowym zakazom upraw GMO.

Trzecia rzecz to bezradność ministra wobec oszukiwania rolników przez firmy skupujące. Rolnicy są oszukiwani, nie dostają pieniędzy. Minister nie podjął żadnych działań, żeby im pomóc,  pozostawił ich samych sobie.

Wreszcie biurokracja, która gnębi rolników.  Niech pan minister tego nie zwala na Brukselę, bo znam biurokrację brukselską i wiem, że jej udział jest tu niewielki. Stawia się rolnikom absurdalne wymagania żądane w Polsce a nie w Brukseli, odbiera pieniądze. Biurokracja się bardzo rozrosła za ministra Sawickiego. Stawia się ludzi w sytuacjach dramatycznych. Stwarzany jest bałagan, a to sytuacja korupcjogenna. Rolnicy nie powinni być tak traktowani. Dużo można uprościć, ułatwić w tych procedurach.

Mam dla Sawickiego jedno usprawiedliwienie: premier Tusk wszystko na niego scedował. Sam o rolnictwie nawet się nie zająknął, zostawił ministra samego. Nawet jakby był on genialny, to żaden minister nie rozwiąże w Unii problemów rolnictwa. To są decyzje polityczne, podejmowane na najwyższym szczeblu. Sawicki nie jest partnerem dla prezydentów czy kanclerzy, a to oni decydują o sytuacji. Kiedy rolnicy nie mają reprezentacji premiera, tylko ministra, to nie mogą się niczego dobrego spodziewać.