- Moje zdanie jest jasne. Ze względu na zachowanie tradycji, obyczajów, kultury należało tę ustawę uchwalić i dopuścić ubój pod te obrzędy. W moim przekonaniu są pewne wątpliwości konstytucyjne przy nieuchwaleniu tej ustawy - powiedział Kalemba dziennikarzom w Brukseli.

Wspomniał o artykułach konstytucji mówiących o zachowaniu obyczajów przez mniejszości narodowe oraz o kultywowaniu obrzędów przez grupy wyznaniowe. Dodał, że trzeba też uwzględnić miejsca pracy, dochody rolników i eksport żywności.

Zaznaczył, że w związku z nieuchwaleniem ustawy gminy wyznaniowe mogą wystąpić do Trybunału Konstytucyjnego ze skargą. - Teraz prawo należy do gmin wyznaniowych, które zgodnie z konstytucją mają prawo wystąpić ze skargą na niezgodność tych ustaw z konstytucją - powiedział.

Minister odniósł się także do krytycznych wypowiedzi nt. odrzucenia projektu ze strony środowisk żydowskich. W poniedziałkowym oświadczeniu izraelskie ministerstwo spraw zagranicznych decyzję polskiego Sejmu określiło jako "nie do przyjęcia". W oświadczeniu mowa jest także o szkodzeniu "procesowi przywracania żydowskiego życia w Polsce". Krytycznie wypowiedzieli się także m.in. naczelny rabin Polski Michael Schudrich i reprezentujący gminy żydowskie Piotr Kadlcik, a także Amerykański Komitet Żydowski (AJC) i działająca w USA żydowska Liga Przeciw Zniesławieniom (ADL).

Kalemba pytany przez dziennikarzy o to, czy zakaz dla uboju rytualnego można odebrać jako przejaw antysemityzmu, odpowiedział: "Nie wiązałbym tego akurat z antysemityzmem".

Premier Donald Tusk uznał w poniedziałek za niestosowne zdanie z oświadczenia izraelskiego MSZ, w którym mowa jest o szkodzeniu "procesowi przywracania żydowskiego życia w Polsce", w kontekście uchwalonego w piątek zakazu uboju rytualnego.

Jak dodał Kalemba, propozycje zawarte w projekcie o uboju rytualnym były bardziej humanitarne, niż te obowiązujące w innych krajach UE. Wyjaśnił, że chodzi m.in. o pozwolenia na ubój, co umożliwiłoby jego prowadzenie pod stałym nadzorem. - Proponowaliśmy, aby powiatowy lekarzy weterynarii na podstawie tych pozwoleń prowadził co trzy miesiące dokładną ewidencję (uboju), przesyłał ją do wojewódzkiego lekarza weterynarii, a dalej do głównego lekarza weterynarii - powiedział minister.