- Mamy niższe ceny, rolnicy i hurtownie odnotowują niższy poziom zapotrzebowania i zakupów, i to nie tylko bazarowych, ale także w sieciach wielkopowierzchniowych. Widać, że obawy i niepokój są bardzo duże - ocenia minister Sawicki. - Tak naprawdę, dopóki nie wiemy, co jest źródłem zakażenia, to nie możemy wskazywać winnego. Dzisiaj producentom owoców i warzyw została wyrządzona wielka krzywda. Nie wiemy, co jest źródłem zakażenia. Może okazać się, że w ogóle źródło jest poza obszarem rynku żywnościowego, poza obszarem produkcji żywności, a wskazano na to miejsce. Równie dobrze patogeny mogły pojawić się zupełnie w innym miejscu i na innej produkcji.


Załamanie polskiego rynku nastąpiło później, bo i zachorowań w Polsce nie było. Trudno więc na razie mówić o szkodach i odszkodowaniu.
Warzywa sprzedawane na rynek rosyjski to produkty częściowo przetworzone i mrożonki.
- Jako surowiec sprzedajemy przede wszystkim jabłka, gruszki i kapustę pekińską. Na razie rynek ten nie jest zagrożony, bo to jeszcze nie sezon - uspokoił minister Marek Sawicki. - Miejmy nadzieję, że do czasu rozpoczęcia sezonu sprzedaży tych owoców i kapusty, już będziemy mieli sytuację na rynku rosyjskim wyjaśnioną.


Minister zapowiedział, że będzie w tej sprawie rozmawiać w celu wyjaśnienia problemu.
- Najpierw na Radzie Ministrów chcemy wysłuchać obu komisarzy - i odpowiedzialnego za bezpieczeństwo zdrowotne, i odpowiedzialnego także za rolnictwo - i zobaczymy, co zaproponują, bo być może jakieś propozycje są przygotowywane. Na szczęście na chwilę obecną ten kryzys dotyka tylko Polskę, w niewielkim stopniu dotyka, natomiast trzeba sobie zdawać sprawę z odpowiedzialności i polityków, i mediów. Bo nikt nie ma 100-procentowej gwarancji, że takie wydarzenia nie pojawią się w innym miejscu. Nie można działać na zasadzie pochopnego przerzucenia winy na innych.
- Musimy znać skalę - podkreślił Sawicki pytany o ewentualne wystąpienie przez Polskę o odszkodowania.