Zbity tłum zaczął szturm. Kilkunastu rolników nie wpisanych na liście społecznej wdarło się do holu mazowieckiego oddziału i od wewnątrz zablokowało drzwi. Na zewnątrz, wśród ok. 3 tys. oczekujących na złożenie wniosków rolników, wściekłość i determinacja rosły.

Dopiero po kolejnych prawie dwóch godzinach udało się udrożnić wejście do agencji i przywrócić jaki taki spokój.

Nadal jednak ci rolnicy, którzy znajdują się na końcu kolejki, boją się, że tracą czas na darmo. O przyznaniu dotacji decyduje przecież kolejność złożenia wniosku, czyli

kto pierwszy ten lepszy

Kolejkowicze nerwowo zerkają na swoje „społeczne” numerki i obliczają, ile godzin przyjdzie im sterczeć w deszczu, zanim znajdą się w marmurowym holu agencji.

 Szefowie Agencji na wiele dni przed terminem przyjmowania wniosków zapowiadali, że pracownicy będą przyjmować ok. 300 wniosków na godzinę. Rzeczywistość okazała się skromniejsza - na godzinę pracownicy obsługują ok. 70 rolników. Chociaż, jak zaobserwował nasz reporter, pocieszające jest to, że godziny na godzinę wydajność urzędników rośnie.

Większość rolników, którzy dziś stoją pod agencją, deklaruje kupno nowych maszyn. - Byliśmy za późno poinformowani o warunkach, jakie musimy spełnić, aby skorzystać z pomocy na modernizację gospodarstwa - żali się Henryk Jaroma z Pułtuska. – Zabrakło czasu na zebranie odpowiednich dokumentów, chociażby na budowę silosu do przechowywania ziarna czy na rozbudowę obory. Natomiast, ci, którzy chcą kupić nowe maszyny, mieli większe szanse na zebranie kompletu dokumentów.

 Źródło: Farmer.pl

Podobał się artykuł? Podziel się!