Według "Rz", Zamojskie Zakłady Zbożowe będą miały dwóch nowych członków rady nadzorczej - konkurs wyłonił dwóch kandydatów: lokalnego działacza PSL oraz doradcę wicemarszałka Sejmu Jarosława Kalinowskiego (PSL). Za rekrutację odpowiadał zarząd spółki Elewarr, którego prezes i większość członków rady nadzorczej to osoby związane z kierownictwem PSL.

Szef klubu PSL Stanisław Żelichowski tłumaczył w rozmowie z PAP, że do konkursu na to stanowisko zgłosiły się cztery osoby, w tym jedna niezgodnie z procedurami i została z powodów formalnych wyłączona z konkursu. Jedna z osób - według niego - nie spełniała kryteriów.

"Dwie osoby, które spełniały kryteria wygrały konkurs. My to kiedyś przeżywaliśmy w PSL, w latach komunizmu, za Mikołajczyka, kiedy działaczom PSL mówiono: "oddasz legitymację, to będziesz miał to i to, nie oddasz legitymacji, to będziesz miał spalony dom". Co to za wada jest, że człowiek jest z PSL i wygrywa konkurs" - pytał polityk Stronnictwa.

Jak zaznaczył, w spółce Elewarr "za ubiegły rok było 3 mln zł zysku, a teraz jest 14 mln". "Źle rządzą?" - pytał Żelichowski. Jego zdaniem, to, że osoby te były z PSL nie miało nic wspólnego z tym, że weszły one do rady nadzorczej spółki.

W expose premier zapowiadał odpolitycznienie państwowych firm i nabór do władz spółek według kryterium profesjonalizmu, a nie przynależności partyjnej.

"Każdy sygnał dotyczący ewentualnych nieprawidłowości, czy kumoterstwa - takie mam ustalenia z (wicepremierem, prezesem PSL) Waldemarem Pawlakiem - będziemy bardzo uczciwie stawiać (...) tak żeby przywództwo obu partii koalicyjnych bardzo konsekwentnie i twardo egzekwowało przyzwoitość zachowań swoich ministrów, czy urzędników" - powiedział Tusk na konferencji prasowej.

Jak dodał, "ma wrażenie bliskie pewności", że jego współpracownicy z PSL rozumieją takie stanowisko.

Szef rządu powiedział też, że chciałby "zaprotestować przeciwko takiemu stawianiu sprawy, że w resortach PSL dzieje się gorzej, a w resortach PO dzieje się lepiej".

"To nie ma koloru partyjnego. Każdy taki przypadek, czy on będzie dotyczył PSL, czy PO będziemy badać i to w trybie pilnym i reagować" - podkreślił Tusk. Premier zapewnił, że jeśli urzędnicy tego nie zrozumieją, to "znajdą się w kłopocie i to dość szybko".

Tusk powiedział też, że ma w tej chwili "problem" z szefem jednej z agencji. Jak dodał, o sprawie poinformowała go sekretarz stanu ds. walki z korupcją Julia Pitera. Nie podał jednak więcej szczegółów i nie powiedział o jakiego urzędnika chodzi.

Źródło: PAP

Podobał się artykuł? Podziel się!