Z danych małopolskich służb weterynaryjnych wynika, że dzięki systematycznym szczepieniom maleje liczba przypadków wścieklizny wśród dzikich zwierząt. - W 2010 roku odnotowaliśmy 118 przypadków, w 2011 - 60, w ubiegłym roku było ich 24, a w bieżącym 13. Najczęściej choroba występuje we wschodnim rejonie województwa - poinformował zastępca wojewódzkiego lekarza weterynarii Grzegorz Kawiecki.

Szczepionka to przynęta z umieszczoną wewnątrz kapsułką zawierającą wirus szczepionkowy. Całość wygląda jak mała, brunatno-zielonkawa kostka o zapachu mocno zepsutej ryby. Lisy wyczuwają go z odległości 800 metrów. Lekarz weterynarii zaapelował, by nie podnosić szczepionek z ziemi, gdyż staną się bezużyteczne. Zwierzęta nie zjedzą jej, jeśli wyczują ludzki zapach.

Kawiecki powiedział, że szczepionki zostaną rozrzucone w całym regionie. Na jeden km kw. zrzuconych zostanie średnio 30 dawek.

Po zakończeniu akcji, przez dwa tygodnie, nie wolno wyprowadzać na tereny niezabudowane zwierząt domowych. Sama przynęta nie jest niebezpieczna dla człowieka. Natomiast w przypadku kontaktu z płynną zawartością szczepionki, należy niezwłocznie skontaktować się z najbliższym lekarzem. Trzeba też natychmiast umyć mydłem pod bieżącą wodą ręce oraz inne części ciała, które zetknęły się z płynną szczepionką.

Wszelkich dodatkowych informacji w sprawie szczepień udzielają pracownicy Małopolskiego Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii w Krakowie oraz stacji powiatowych.

Podobne akcje zostały przeprowadzone w ościennych województwach: śląskim, gdzie odnotowano w ubiegłym roku jeden przypadek choroby, a także w podkarpackim - 213 przypadków.

Akcja szczepienia zostanie powtórzona jesienią.