- My reagujemy na zapotrzebowanie wojewodów i przedstawicieli samorządów. Wiemy, że były różne z tym problemy. Gdy ten dramat się zaczął, wydałem polecenie rozpoznania przez dowódców i szefów wojskowych sztabów wojewódzkich, jaka jest sytuacja w poszczególnych gminach i miejscowościach. Następnie przedstawialiśmy to wojewodom i to oni podejmowali decyzje. Bo to oni muszą zezwolić na wejście do akcji wojska - wyjaśnił szef resortu obrony.

Dlatego - jak mówił - "już 14 (sierpnia-PAP) albo dopiero 14 (sierpnia -PAP) wojsko było na miejscu".

Dodał, że o tym, czy wojsko kierowane jest do usuwania skutków kataklizmów, decydująca jest kwestia konieczności użycia ciężkiego sprzętu. Pod uwagę brana jest przede wszystkim kwestia zagrożenia dla życia i zdrowia mieszkańców.

- To jest punkt odniesienia, który biorą pod uwagę wojewodowie, władze cywilne, które muszą wyrazić zgodę na wejście wojska. Wojsko nie może bez tej zgody wejść, cokolwiek by pisali jacykolwiek dziennikarze - dodał minister Macierewicz.

Podobał się artykuł? Podziel się!