Wójt gminy Stryszów Jan Wacławski powiedział, że czarna śmierdząca maź zaczęła wydobywać się we wtorek wieczorem z budynku dawnej owczarni, która teraz wykorzystywana jest jako chlewnia. Gnojowica dostała się do rowu, a potem do potoku Żuk i dalej do Stryszówki.

Samorządowiec dodał, że trwa ustalanie przyczyny wycieku. Prawdopodobnie doszło do rozszczelnienia pojemnika, w którym przechowywane są nieczystości. W chlewni hodowanych jest około 300 sztuk trzody.

Strażacy natychmiast po ujawnieniu zanieczyszczenia ustawili na potoku Żuk zapory i zaczęli usuwać gnojowicę. Gmina podstawiła beczkowóz. W ciągu nocy beczka napełniała się ośmiokrotnie - w sumie zebrano około 40 tysięcy litrów nieczystości, które zostały przewiezione do oczyszczani ścieków. Akcja trwała do środowego południa. Po jej zakończeniu rejon nadal jest monitorowany.

Zanieczyszczenie ogromnie daje się we znaki mieszkańcom okolicznych domów, których jest około 150. Część gnojowicy wsiąkła w ziemię. Chlewnia położona jest w kotlinie, co sprawia, że fetor znika dość wolno. - Nawet wiatr nie pomaga zbyt wiele - powiedział Jan Wacławski.

Służby sanepidu i ochrony środowiska z wadowickiego starostwa pobrały próbki nieczystości. - Zabezpieczyliśmy próbki do badań, ale o tym, że doszło do rzeczywistego skażenia wód powierzchniowym możemy przekonać się bardzo prosto tutaj na miejscu: to po prostu widać i czuć - powiedziała szefowa wydziału ochrony środowiska w starostwie Anna Bojęś.

Stryszówka jest dopływem rzeki Skawy, z której wodę pitną czerpią Wadowice. Wadowickie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji na razie uspokaja. Skażenia nie wykryto. Jeśli badania wykażą jednak odstępstwa od norm uruchomiony zostanie natychmiast alternatywny system poboru wody.

Podobał się artykuł? Podziel się!