W Hubach i Adamowie - dwóch wsiach podczęstochowskiej gminy Kłomnice, w których 20 lipca trąba powietrzna zniszczyła kilkadziesiąt domów - w poniedziałek przy niemal każdym budynku krzątali się ludzie. Wójt Kłomnic Adam Zając podkreślał tego samego dnia, że remonty prowadzone są w każdym zniszczonym budynku.

"Roboty są w różnym stadium zaawansowania. Tam, gdzie firmy weszły po samej katastrofie - kończą się już prace na zewnątrz, ludzie zaczynają remontować wnętrza. Gdzieniegdzie jednak dachy nadal - tak jak parę dni po katastrofie - są poprzykrywane foliami czy plandekami, tam wciąż oczekujemy na budowlańców" - powiedział Zając.

Wyjaśnił, że choć w ostatnich dniach lipca zgłosiło się do niego wiele firm budowlanych, nie wszystkie chcą teraz pracować. "Część mieszkańców zgromadziła już materiały na odbudowę. Prawdopodobnie praca za samą robociznę - bez zysków z marży na materiałach - wydała się niektórym firmom nieopłacalna" - ocenił wójt.

Jak dodał, na tempo prac wpływa też fakt, że katastrofa przydarzyła się w samym środku sezonu budowlanego - stąd brak fachowców na rynku. Gmina próbowała częściowo wypełnić tę lukę, korzystając z możliwości zatrudnienia - za pośrednictwem częstochowskiego urzędu pracy - tzw. pracowników publicznych, którzy pracując fizycznie pomogliby m.in. przy porządkach czy usuwaniu zniszczonego drzewostanu.

Ten pomysł - jak wskazał Zając - nie sprawdził się. Zamiast kilkuset osób, wytypowanych przez urząd pracy, zgłosiło się sześć. Gmina poprosiła więc o pomoc jeden z pobliskich aresztów śledczych, z którego codziennie do pracy dociera kilkunastu osadzonych za lżejsze przestępstwa - m.in. gospodarcze. Część z nich pomaga też w zniszczonych gospodarstwach.

Niektórzy mieszkańcy Hub i Adamowa, w oczekiwaniu na fachowców, którzy zbudują im nowe dachy, własnoręcznie wykonują prostsze roboty budowlane.

Sołtys tych dwóch miejscowości Teresa Hereźniak ocenia, że poszkodowani w zasadzie nie narzekają dotąd na postępy prac ani przekazywaną im pomoc. Na odbudowę domów zniszczonych w wichurze oraz późniejszym o dwa dni gradobiciu rząd przeznaczył 15 mln zł. Wkrótce po przejściu żywiołów inspektorzy budowlani oszacowali zniszczenia, a na tej podstawie gminy wypłacają poszkodowanym kolejne transze środków na odbudowę.

"Po pierwszych 7 tys. zł dostaliśmy już drugą, większą transzę pomocy na remonty domów. Mury idą więc w górę, w niektórych miejscach są podmurowane szczyty, stają już pierwsze dachy. Z tych pieniędzy musimy rozliczać się, co jest zrobione, co zakupione. Później, jak to rozliczymy, mają wpływać najlepsze transze" - powiedziała Hereźniak.

O jak najszybsze rozliczanie się mieszkańców z zakupionych usług i materiałów zaapelował w poniedziałek wójt Zając. Choć podkreślił, że zależy mu, by jak najszybciej przekazać mieszkańcom wszystkie rządowe środki, wskazał że sam ich nie dostanie, jeśli nie przedstawi rozliczeń dysponującemu tymi pieniędzmi wojewodzie.

Nie wszyscy są zadowoleni z formy rozdzielania rządowych środków. "Ci, którzy zniszczone w wichurze budynki mieli ubezpieczone, przez lata starali się płacić składki. Teraz muszą zgłaszać w gminie jakie kwoty odszkodowań otrzymują - potem łączna rządowa pomoc, jaka do nich trafi, ma być pomniejszona o te odszkodowania" - wyjaśniła Hereźniak.

Beata Wójcik z Hub, której wichura zniszczyła ubezpieczony dom, w rozmowie z dziennikarzami oceniła, że pieniądze z odszkodowania to jej prywatne środki i nie powinny być brane pod uwagę podczas rozdzielania środków rządowych. "Jakbym wiedziała, że przejdzie tornado i tak będzie z tymi odszkodowaniami, nie ubezpieczałabym domu - bo po co? Lepiej było wydać pieniądze na rozrywki, a środki na odbudowę i tak są" - powiedziała.

"Pierwotnie myślałam, że te pieniądze inaczej zagospodaruję - w samo podwórko trzeba sporo włożyć, by jakoś wyglądało, płot nowy kupić, drzewka posadzić, wyposażenie do domu dokupić. A tak, znów kilkanaście lat trzeba będzie oszczędzać" - zaznaczyła, zastrzegając że otrzymała już transzę rządowych pieniędzy, które wykorzystuje przy odbudowie domu.

Jak podkreślił wójt Zając, środki rządowe są traktowane jako pomoc społeczna kierowana do tych, którzy nie mają na odbudowę własnego domu wystarczająco dużo własnych pieniędzy - czy z oszczędności, czy z ubezpieczenia. "Znamy szacunkową wartość odtworzenia budynków i wiemy, jakie odszkodowania trafiają do ich właścicieli" - zapewnił.

Zapowiedział również, że - wbrew obawom wielu poszkodowanych - od pomocy, którą w różnych formach przekazują rząd, wojewoda, marszałek województwa, samorządy lokalne czy Caritas, dysponująca środkami własnymi i PZU, nie będą musiały być odprowadzane podatki od darowizn.

"Kwestia tego podatku wyniknie tylko, gdy np. jakaś firma charytatywnie przekaże komuś materiały czy wykona usługi i zostanie to notarialnie potwierdzone. Obdarowany wówczas - podczas rozliczania się z urzędem skarbowym - będzie mógł wnioskować o jego umorzenie. Ten podatek to dochód gminy, jeśli więc trafią do nas z urzędu takie wnioski do zaopiniowania, my poprosimy o ich umorzenie" - zaznaczył wójt.

Po przejściu trąby powietrznej 20 lipca i gradobicia 22 lipca, w ośmiu gminach powiatu częstochowskiego uszkodzonych zostało 2.184 obiektów, w tym 813 budynków mieszkalnych i 1.371 gospodarczych. Suma strat to niemal 26,5 mln zł, z czego ponad 10,6 mln zł - to straty w substancji mieszkalnej. Straty w substancji mieszkalnej w gminie Kłomnice wyceniono na ponad 4,9 mln zł.

Źródło: PAP

Podobał się artykuł? Podziel się!