Sąd próbuje od wielu miesięcy wyjaśnić, czy byli prezesi ARR - Władysław Ł. oraz jego poprzednik Bogdan T. - wydawali polecenia zatrudniania lub zwalniania konkretnych osób w ARR przez co, w ocenie Prokuratury Okręgowej w Białymstoku, przekroczyli uprawnienia. Obaj do zarzutów się nie przyznają.

Polecenia miały być wydawane w 2008 roku ówczesnemu dyrektorowi oddziału ARR w Białymstoku Andrzejowi S. Według prokuratury chodzi o zatrudnianie oraz zwalnianie osób wbrew zasadom określonym w ustawie o Agencji Rynku Rolnego i organizacji rynków rolnych, która przewiduje, że nabór kandydatów do zatrudnienia na wolne stanowiska pracy "jest otwarty i konkurencyjny".

Jako ostatni świadek, na początku lipca ma być przesłuchana w tym procesie szefowa kadr w Agencji Rynku Rolnego, choć wcześniej w procesie jej zeznania złożone w śledztwie zostały odczytane (gdy kobieta była poważnie chora i nie mogła stawiać się w sądzie) i wówczas strony nie miały do tych zeznań żadnych uwag.

We wtorek jednak obrońcy i obaj oskarżeni poparli wniosek, by kobietę przesłuchać na rozprawie. Sąd, po oświadczeniach stron, że więcej wniosków o świadków nie będzie, zdecydował o wezwaniu świadka na kolejną rozprawę.

Zanim podjął taką decyzję, sąd przesłuchał posła PSL Henryka Smolarza, który był w przeszłości wiceprezesem ARR. Świadek pytany był m.in. o reakcje w Agencji, na prowokację dziennikarską wobec dyrektorów oddziałów terenowych ARR, m.in. ówczesnego dyrektora oddziału ARR w Białymstoku Andrzeja S.

Dziennikarze programu TVN "Teraz my" pokazali jesienią 2008 roku, że w bydgoskim i białostockim oddziale ARR można załatwić pracę, powołując się w rozmowie telefonicznej na znajomości w resorcie rolnictwa.

Smolarz, pytany, dlaczego dyrektorzy tak zareagowali na prowokację mówił, że być może zabrakło im doświadczenia na takim stanowisku lub brak było świadomości, że "coś takiego jest wykluczone". - A może było to przeczucie, że jest to coś prawidłowego - mówił świadek.

Postępowanie w tej sprawie zaczęło się od zawiadomienia złożonego do CBA przez byłego już dyrektora podlaskiego oddziału ARR, Andrzeja S. Zawiadomił on Biuro, że był naciskany w sprawie zatrudniania osób, które - jego zdaniem - nie miały stosownych kompetencji.

Po tej prowokacji Andrzej S. stracił pracę i w oddzielnym śledztwie został oskarżony o przekroczenie uprawnień przy konkursach dotyczących zatrudnienia dwóch osób. Prawomocnie zakończyło się ono niedawno warunkowym umorzeniem postępowania wobec niego.

Andrzej S. także był przesłuchiwany we wtorek. Powtórzył swoje wcześniejsze oświadczenie, że przy konkursach na stanowiska w oddziale, działał zgodnie z prawem i "poleceniami prezesów ARR". Mówił, że mimo wyroku, nie czuje się winny.