Jak powiedział w rozmowie z prezes zarządu Koła Pszczelarzy Wrocław-Krzyki i członek zarządu Dolnośląskiego Związku Pszczelarzy Mirosław Majcherek, nieprzychylna pogoda w drugiej połowie czerwca oraz w pierwszej dekadzie lipca sprawiła, że pszczoły nie zebrały miodu lipowego.

"Lipy zaczęły w tym roku wcześniej niż zwykle kwitnąć, ale w tym czasie deszcze, wiatr i chłody uniemożliwiły pszczołom zebranie nektaru. Jeśli komukolwiek udało się uzyskać 30 procent zwykłych zbiorów miodu lipowego, to i tak mógł być zadowolony" - dodał Majcherek.

W jego ocenie ciepła pogoda w maju przyspieszyła wegetację roślin, co pozwoliło zebrać nieco więcej miodu rzepakowego. "Niektórzy hodowcy miód rzepakowy kręcili dwukrotnie, ale to nie zrekompensowało im strat na lipie. Ratowaliśmy się trochę miodem z akacji, lecz tych drzew w naszym regionie nie ma już dużo" - powiedział pszczelarz.

Jak podkreślił, problemem staje się podtrzymanie aktywności pszczelich rojów, które są słabe i trzeba je dokarmiać, by dotrwały do wrześniowych zbiorów miodu wrzosowego.

"Na terenach podmokłych zbiera się obecnie trochę miodu z nawłoci. Jednak we wrześniu może się okazać, że pszczoły są zbyt słabe, by mogły zebrać odpowiednią ilość miodu wrzosowego" - powiedział Majcherek.

Miód wrzosowy to wizytówka dolnośląskich pszczelarzy. W 2008 r. został on zarejestrowany jako produkt regionalny pod zastrzeżoną nazwą - miód wrzosowy z Borów Dolnośląskich - i otrzymał certyfikat Unii Europejskiej.

Na Dolnym Śląsku znajduje się prawie 3 tysiące pasiek, w których znajduje się ponad 60 tys. uli. Rocznie zbiera się w tym regionie średnio ponad 15 proc. miodu zebranego w całej Polsce.

Podobał się artykuł? Podziel się!