Chodzi o technologię CCS (Carbon Capture and Storage), promowaną przez Komisję Europejską, jako jeden ze sposobów ograniczania emisji CO2 do atmosfery. Polega ona na wychwyceniu różnymi metodami dwutlenku węgla (CO2), powstającego w wyniku spalania paliw kopalnych, a później jego skropleniu, przetransportowaniu do miejsca składowania i wtłoczenia do izolowanej formacji geologicznej w celu trwałego przechowania.

- System energetyczny musi się dramatycznie zmienić do 2050 r., co znaczy, że skala wykorzystania węgla bez CCS musi się zmniejszyć mniej więcej od 80 do 90 proc. Dopiero to oznacza, że emisje ze spalania węgla będą mogły naprawdę szybko maleć. Budowa jakiejkolwiek elektrowni węglowej bez systemu CCS oznacza, że za 40 lat (kiedy zgodnie z międzynarodowymi planami redukcji CO2 trzeba będzie znacząco obniżyć emisje tego gazu - PAP) po prostu się ona nie sprawdzi - tłumaczył jeden z autorów opracowania, dr Bert Metz z European Climate Foundation na konferencji zorganizowanej przez organizacje pozarządowe podczas szczytu klimatycznego COP19 w Warszawie.

Dodał, że zmiana systemu energetycznego ma związek z przeciwdziałaniem dalszemu ociepleniu. Według agend ONZ przy wzroście temperatury wyższym niż 2 st. C koszty przeciwdziałania i adaptacji do zmian klimatycznych będą rosnąć lawinowo. Autorzy stanowiska, 27 naukowców z międzynarodowych ośrodków badawczych i uczelni, uznali za fałszywe tezy przedstawicieli przemysłu węglowego, że problem zmian klimatu można rozwiązać dzięki "efektywności węglowej". Określenie to oznacza takie technologie spalania, które pozwalają jak najlepiej wykorzystać kaloryczność węgla, a jednocześnie powodują jak najmniejsze emisje dwutlenku węgla do atmosfery.

Naukowcy przekonują jednak, że nawet nowoczesne elektrownie, ale bez technologii CCS mogą sprawić, że przekroczymy limit ocieplenia uznany za dopuszczalny. Jak dodają, wpuszczenie do atmosfery ponad 2 tys. gigaton dwutlenku węgla pochodzącego z rozpoznanych dziś zasobów węgla może sprawić, że przekroczymy obecny, globalny budżet węgla o ok. tysiąc gigaton CO2.

Podczas tej samej konferencji Ruth Davis z brytyjskiego Greenpeace'u skrytykowała bezproduktywność szczytu COP.

- Wiele czasu spędzamy, tworząc maszynerię nowego reżimu klimatycznego i konstruując twory niezbędne do tego, by przekształcić światową gospodarkę w gospodarkę opartą na węglu w stopniu mniejszym, niż dziś. Ale ta maszyneria, jaką tu budujemy, jest głucha, jej tryby nie pracują - mówiła. Jej zdaniem wśród przedstawicieli rządów różnych krajów, obecnych na COP, nie ma dość woli, "by te maszyny wreszcie ruszyły".