Konferencję prasową na ten temat zorganizowano w Białymstoku. Uczestniczyli w niej przedstawiciele Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych, Komendy Wojewódzkiej PSP i Biebrzańskiego Parku Narodowego.

Jak powiedział PAP rzecznik podlaskich strażaków kpt. Marcin Janowski, od początku marca strażacy interweniowali już blisko 220 razy, gasząc pożary łąk, nieużytków i traw w przydrożnych rowach.

Średnio w województwie podlaskim odnotowuje się tysiąc tego typu pożarów rocznie. Ich sprawcami są zarówno osoby świadomie podkładające ogień, jak i nieumyślni podpalacze. Wiosną rozpoczyna się sezon wypalania traw, a na kwiecień przypada jego szczyt.

Janowski podkreślił, że organizatorom konferencji zależy przede wszystkim na dotarciu do tych osób, które nieumyślnie wywołują pożary. "Wielu ludzi nie łączy swojego działania ze skutkiem - niektórzy wyrzucają przez szybę w czasie jazdy samochodem niedopałek i nie uświadamiają sobie, że może to spowodować pożar" - powiedział Janowski.

Akcję informacyjną o zagrożeniach wynikających z wypalania traw strażacy prowadzą też za pośrednictwem duchownych. Strażacy organizują też pokazy tzw. pożarów kontrolowanych. Służby starają się też przekonać rolników, którzy często sami inicjują wypalanie traw, że nie użyźnia ono gleby, a wręcz odwrotnie - wyjaławia ją.

Zdaniem Janowskiego, pożar łąki lub nieużytku często prowadzi do podpalenia zabudowań gospodarskich, lasów lub obszarów cennych przyrodniczo i chronionych, m.in. łąk leżących na terenie największego parku narodowego w Polsce - Biebrzańskiego Parku Narodowego.

Corocznie w Polsce w trakcie tego typu pożarów ginie od kilku do kilkunastu osób, a gęsty dym wywołany pożarem ogranicza widoczność na drogach i może powodować kolizje - ostrzegają strażacy.

Przyrodnicy przypominają, że wypalanie łąk niszczy naturalne środowisko życia wielu małych zwierząt: owadów, gryzoni, ptaków. Spalone torfowiska w Biebrzańskim Parku Narodowym ciężko poddają się rekultywacji, ponieważ na wypalony teren wkraczają natychmiast niepożądane samosiejki drzew - brzozy i osiki.

Janowski zaznaczył, że akcje gaszenia łąk i nieużytków są trudne i czasochłonne, ponieważ niejednokrotnie strażacy muszą docierać na miejsce pożaru nawet kilka kilometrów pieszo. Tego rodzaju interwencje generują olbrzymie koszty. "Pamiętać należy, że siły i środki straży pożarnej uczestniczące w gaszeniu pożarów traw mogą być w tym samym momencie bardziej potrzebne w innym miejscu" - głosi treść ulotki informacyjnej rozdawanej przez strażaków uczestnikom konferencji.

Za wypalanie traw grożą wysokie mandaty oraz - w przypadku rolników, którzy sami sprowadzają pożar na własne pola - utrata unijnych dopłat. Za wypalanie traw można też trafić do więzienia lub zapłacić karę grzywny.

Źródło: PAP