- W Polanie niedźwiedź wdarł się na ogrodzone solidną siatką pastwisko i zabił dwie owce. Dzień później odwiedził zagrodę innego gospodarza, tym razem obyło się bez strat - powiedział we wtorek rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych (RDLP) w Krośnie (Podkarpackie) Edward Marszałek.

Na Podkarpaciu ostatni atak niedźwiedzi na zwierzę hodowlane zanotowano w 2010 r., w ostatnich trzech latach misie niszczyły głównie ule pszczele. Wcześniej w ciągu 13 lat zabiły m.in. 12 sztuk bydła, cztery owce i trzy kozy.

Natomiast w Średniej Wsi k. Leska doszło do dramatycznego spotkania człowieka z niedźwiedziem. - Mieszkaniec wsi Żerdenka w lesie natknął się na młodego misia. Próbując uciekać, wspiął się na drzewo, skąd spadł doznając urazu kręgosłupa. W tym czasie niedźwiedź wspiął się na sąsiednie drzewo - przypomniał Marszałek.

Podkreślił, że chodząc po lasach poza utartymi szlakami, musimy się liczyć z możliwością spotkania niedźwiedzia. - W lasach krośnieńskiej RDLP bytuje już ok. 150 osobników i spotkania z nimi są coraz bardziej realne - zaznaczył.

Według leśników, gdy zdarzy się nam znaleźć oko w oko z niedźwiedziem należy zachować spokój i starać się powoli oddalić z tego miejsca. Paniczna ucieczka może wywołać tylko odruch ataku u drapieżnika.

Jeśli jednak zostaniemy zaatakowani, to trzeba rzucić się na ziemię twarzą do niej, osłaniając jednocześnie głowę rękami.

Jeszcze kilka lat temu na Podkarpaciu, głównie w Bieszczadach i Beskidzie Niskim, bytowało niespełna 100 niedźwiedzi. Obecnie jest ich 150. W lasach Podkarpacia skupione jest ok. 90 proc. polskiej populacji tego drapieżnika.

Niedźwiedzie są wszystkożerne, dorosłe osobniki ważą ok. 300 kg, żyją do 50 lat.