- Województwo podlaskie słynie ze wspaniałego rolnictwa. Ale w nowej perspektywie budżetowej musimy nauczyć się jeszcze lepiej wyciskać „brukselkę"- powiedział były premier i minister gospodarki Waldemar Pawlak podczas otwarcia Kongresu.

O tym, w jaki sposób środki unijne wpłynęły na podlaską wieś i rolnictwo opowiedział wicemarszałek Mieczysław Kazimierz Baszko - mamy w regionie firmy przetwórcze na najwyższym poziomie. Nasi producenci maszyn wysyłają swoje wyroby na cały świat. Województwo jest bogate w różnorodność, a jego rozwój widać co roku na targach w Szepietowie.

Wicewojewoda podlaski Wojciech Dzierzgowski zaznaczył, że władze województwa prowadzą szereg działań mających na celu poprawę życia i pracy oraz zapobiegających problemom związanym z wirusem afrykańskiego pomoru świń i dużą populacją dzików.

- Jesteśmy popularni ze względu na produkcję rolno-spożywczą. Zajmujemy czołowe miejsce w kraju pod względem ilości produktów regionalnych - aż 50 z nich znajduje się na liście MRiRW. Zdobywamy liczne nagrody - w ciągu 20 lat wygraliśmy już ok. 20 kulinarnych „Pereł" na poznańskich targach. Warto się tym pochwalić i promować to bogactwo na szeroką skalę - zaapelowała Ewa Kulikowska, dyrektor Departamentu Rolnictwa i Obszarów Wiejskich Urzędu Marszałkowskiego.

W debacie pod hasłem „Branża rolno-spożywcza motorem napędowym polskiej gospodarki" uczestniczył także zastępca dyrektora Podlaskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego - Marek Skarżyński, który zasygnalizował, że to właśnie firmy i rolnicy z Podlasia są w największym stopniu dotknięci rosyjskim embargiem. Dyrektor dodał jednocześnie, że PODR posiada kadrę wykwalifikowanych doradców, którzy starają się odpowiedzieć na wszystkie potrzeby rolników. Jednakże warto zaznaczyć, że w województwie na 500 gospodarstw przypada tylko jeden doradca.

Z kolei Ryszard Łapiński, wiceprezes Podlaskiej Izby Rolniczej podkreślił, że - całe nieszczęście rolnictwa wywodzi się z Wiejskiej. Samorząd województwa podlaskiego nie jest w stanie samodzielnie poradzić sobie z walką z ASF i ze zminimalizowaniem katastrofalnie dużej populacji dzików. Ziemia, po której chodzą te zwierzęta jest nasza. Ale dziki to przecież własność skarbu państwa. Dlaczego więc problem z nimi jest już po stronie rolników?. Dodał jednocześnie, że to nie w Białymstoku powinny być załatwiane najważniejsze problemy rolnictwa i polskiej wsi. To Warszawa ze swoimi urzędami centralnymi musi stanąć na wysokości zadania. - Podlaska Izba Rolnicza jest postrzegana jako ta, która ciągle narzeka. Ale my mówimy prawdę, niezależnie od tego czy jest ona wygodna. Czas na realizację deklaracji! - zaapelował Łapiński.