Poinformował na konferencji prasowej w piątek minister środowiska Jan Szyszko. Szyszko przypomniał, że Polska zobowiązała się Traktem Akcesyjnym do tego, by wyznaczyć takie obszary już w 2004 r. I rzeczywiście w maju 2004 r. Polska wysłała do KE listę 72 tzw. obszarów ptasich i 184 tzw. obszarów siedliskowych, które obejmowały łącznie ponad 9 proc. powierzchni kraju.

Informacja ta została jednak zaskarżona przez organizacje pozarządowe i od tego momentu zaczęła obowiązywać tzw. "shadow list" (lista cieni), czyli wykaz obszarów przyrodniczych przedstawiony przez ekologów. Jak zaznaczył Szyszko, mimo kilkakrotnych zapytań skierowanych do Komisji Europejskiej, co to jest "shadow list", resort środowiska nie uzyskał odpowiedzi.

Szyszko podkreślił, że w związku z tym prace ministerstwa skoncentrowane zostały na inwentaryzacji wszystkich zasobów przyrodniczych w Polsce. Opracowany został harmonogram prac i wysłany do KE. Minister zaznaczył, że pierwsze obszary Natury 2000 zostały wyznaczone już w styczniu 2006 r., zaś ostatnie obszary tej sieci zostały przedstawione rządowi w lipcu tego roku - 17 obszarów ptasich i 75 obszarów siedliskowych, które obejmują ponad 5,5 proc. powierzchni kraju.

Minister dodał, że inwentaryzacja zasobów przyrodniczych trwa i pracuje przy niej ponad 16 tys. osób. Jeżeli będą dodatkowe obszary kwalifikujące się to tego, by objąć je siecią Natura 2000, to można je jeszcze do końca tego roku wyznaczyć. Na inwentaryzację przeznaczono w sumie 20 mln zł.

Szyszko podkreślił, że sieć Natura 2000 to nie jest "bariera w rozwoju gospodarczym, a jedynie monitoring działalności w przestrzeni i w związku z tym są dozwolone również inwestycje na tych obszarach". Dodał, że ubytek zasobów na obszarach Natura 2000 podlega kompensacji - o ile powstaną straty przyrodnicze, to trzeba je naprawić w innym miejscu np. przez zalesianie.

Szyszko poinformował, że powołał w resorcie zespół do spraw kompensacji. "Jesteśmy otwarci na sprawy związane z kompensacją, przywiązujemy wielką wagę do tego, ale wszelkie propozycje kompensacji będą oceniane przez zespół fachowców kierowany przeze mnie, przy udziale organizacji pozarządowych" - podkreślił szef resortu środowiska.

Jego zdaniem, kompromitacją dla Polski jest to, że organizacje ekologiczne oraz Państwowa Rada Ochrony Przyrody zaskarżyły decyzję resortu dotyczącą kompensacji przyrodniczej w postaci zalesienia za prace prowadzone w dolinie Rospudy do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości; organizacje te argumentowały - jak mówił minister - że zalesianie spowoduje wyginięcie dwóch chronionych gatunków roślin: sasanki oraz leńca bezpodkwiatowego. Zażądały one, by wstrzymać zalesianie na terenie niedaleko położonego od Augustowa Pojezierza Sejneńskiego, które miało być kompensacją za budowę drogi przez dolinę Rospudy.

"Byłem 27 kwietnia na spotkaniu w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości, odbyła się rozprawa. Powiedziałem, że nie mogę spełnić tego warunku (wstrzymania zalesiania - PAP) chociażby dlatego, że nie mogę wstrzymać czegoś co się nie rozpoczęło" - powiedział Szyszko.

Dodał, że została przedstawiona dokładana mapa i dołączona opinia "wyśmienitego" profesora ds. ekosystemu, który stwierdził, że na terenach przeznaczonych do zalesienia nie występują te dwa gatunku roślin, a żeby one tam się pojawiły trzeba teren zalesić.

Szyszko uchylił się od odpowiedzi na pytanie dziennikarzy, czy od 1 sierpnia rozpocznie się budowa drogi przez Dolinę Rospudy. Wtedy kończy się okres ochronny ptaków, który wstrzymał budowę drogi na cztery miesiące. "Wstrzymanie inwestycji nie należy do ministra środowiska, ale do ministra transportu i ministra budownictwa" - powiedział Szyszko.

Wyjaśnił jednocześnie, że otrzymał list od KE z pytaniem czy w przyszłym tygodniu rozpoczną się prace w rejonie Rospudy, ale ponieważ decyzja nie jest w jego kompetencji przekazał list stosownym ministrom.

KE na razie nie podjęła ostatecznej decyzji w sprawie Rospudy. "Prosiliśmy Komisję Europejską by przyspieszyć proces (decyzji)" - powiedział PAP Szyszko. Komisja nie wyraziła na to zgody. Minister zaznaczył, że jeżeli prace przy budowie wstrzyma strona polska, to rząd będzie płacił inwestorom kary, ale jeżeli zrobi to KE - to ona będzie musiała zapłacić kary umowne za odstąpienie od kontraktu.

Źródło: PAP

Podobał się artykuł? Podziel się!