Pomysł wydawał się prosty. Rolnik ubezpiecza swoje plony, a państwo dopłaca mu nawet do 60% wartości polisy. Prosty ale nie dla wszystkich. Problem pojawi się wtedy, gdy firmy ubezpieczeniowe będą musiały wypłacić odszkodowania za wyjątkową niszczycielski kataklizm taki jak np. zeszłoroczna susza. Ubezpieczyciele twierdzą, że dla nich oznacza to bankructwo. Twierdzą, że wtedy mogłyby zbankrutować.

Konrad Rojewski Polska Izba Ubezpieczeń: chcielibyśmy aby Państwo zabezpieczyło bezpieczeństwo naszych portfeli.

Stąd pomysł, aby na wypadek suszy 90 proc. odszkodowań płacił budżet państwa. Ponieważ rząd na tę propozycję się nie zgadza firmy zaproponowały tzw. reasekurację na poziomie 75 proc. Rząd odmawia i pozostaje przy swoim da nie więcej niż 60 proc. W grę wchodzą setki milionów złotych stąd twarde negocjacje. Problem w tym, że jak na razie stanęły one w miejscu.

Aleksander Grad poseł PO: jeżeli dzisiaj firmy ubezpieczeniowe mówią, że to dla nich może być zbyt dużym ryzykiem, więc one nie będą sprzedawały polis – to ustawa będzie martwa.

Ale te przepisy mogą być martwe tylko dla firm ubezpieczeniowych. W przypadku rolników sprawa się komplikuje. Ustawa zobowiązuje ich bowiem do ubezpieczenia połowy areału upraw. Jeżeli tego nie zrobią zapłacą karę 50 euro do każdego hektara.

Mirosław Maliszewski poseł PSL: sama ustawa ma sens. Ona idzie w dobrym kierunku. Natomiast szczegółowe zapisy w niej mogą spowodować, że będzie ona zamiast przywilejem dla rolników – dodatkowym podatkiem.

Posłowie podczas prac nad ustawą już zaczęli się zastanawiać czy nie zlikwidować kar za brak polisy.

Źródło: TVP/ Redakcja Rolna