Wicepremier Pawlak powiedział w czwartek dziennikarzom, że zdziwiłby się, gdyby sprzedaż akcji BGŻ przez skarb państwa nadzwyczajnie się udała, zwłaszcza teraz, kiedy sytuacja rynkowa nie jest już tak dobra.

- W tej sytuacji skarb państwa może się wycofać rakiem z tej inwestycji tzw. sprzedając nieduże pakiety akcji, albo powinien już dawno usiąść do stołu z Rabobankiem (większościowym udziałowcem BGŻ) i uzgodnić przyjazne wycofanie się (z banku), sugerując, że jeżeli nie - to (Skarb Państwa) będzie robił kłopoty - powiedział.

Zdaniem Pawlaka w przypadku BGŻ grzechy popełniły wcześniej rządy AWS i SLD. Wicepremier zarzucił ekipie AWS, że zniszczyła perspektywę uspółdzielczenia BGŻ, mimo że proces ten został rozpoczęty.

- A politycy z SLD postąpili dość głupawo, sprzedając znaczące pakiety BGŻ-u bez gwarancji, że skarb państwa może wyjść z tej inwestycji na dobrych warunkach. Teraz za gapowe się płaci - ocenił minister gospodarki.
Dodał, że skoro Rabobank ma prawie 60 proc. akcji BGŻ, to nie musi dokupować "pustych akcji", z których nie ma żadnej siły głosu na walnym zgromadzeniu. Według Pawlaka może co prawda liczyć na dywidendę, ale ta nie jest nadzwyczajna.

Minister skarbu państwa Aleksander Grad poinformował w środę, że ograniczył ofertę sprzedaży akcji BGŻ do ponad 12 proc., pozostawiając sobie ponad 25 proc. walorów. MSP chce je sprzedać, gdy warunki takiej transakcji będą zadowalające.
Wcześniej resort planował sprzedać 37,2 proc. akcji banku. Na początku maja cenę maksymalną jednej akcji ustalono na 90 zł. Ostatecznie cena sprzedaży akcji w ofercie BGŻ dla inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych została ustalona na 60 zł. Minister przyznał, że ustalona dla tego procesu cena maksymalna była zbyt wysoka dla rynku.
Skarb Państwa miał dotąd 37,23 proc. akcji BGŻ, a Rabobank International Holding 59,35 proc. akcji; pozostałe 3,42 proc. należą do osób prawnych i fizycznych, w tym banków spółdzielczych i osób z akcjonariatu pracowniczego.

Podobał się artykuł? Podziel się!