Po tym, co mówił, jak zdetronizował Pawlaka i został szefem Polskiego Stronnictwa Ludowego nadal Piechociński ma takie marzenia.

- Nie oglądając się na pieniądze europejskie sami powinniśmy bardziej dbać o odpowiednie zagospodarowanie przestrzeni wiejskiej, bo tylko wtedy naprawdę możemy sobie zapewnić bezpieczeństwo żywnościowe i ekologiczne . W przeciwnym razie Polska będzie się składała z kilku kilkumilionowych metropolii i pustyni poza nimi - dodawał.

O modernizacyjnych dylematach polskiej wsi rozmawialiśmy z Januszem Piechocińskim

Farmer: Jest Pan wiceprzewodniczącym Sejmowej Komisji Infrastruktury i członkiem Komisji Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii - jak ocenia Pan infrastrukturę, nowoczesność polskiej wsi roku 2012?

Janusz Piechociński: Jest tak samo różna, jak cała reszta polskiej infrastruktury. W ciągu ostatnich 20 lat dokonaliśmy wielkiego przełomu, jeśli chodzi o sanityzację wsi i wodociągowanie; widać to zwłaszcza w zachodniej i środkowej Polsce. Najogólniej biorąc, problemy „kraju za wielkim miastem" sprowadzają się do dylematu - nie ma dobrej infrastruktury, na przykład dróg, bo nie ma silnej przedsiębiorczości, a nie ma silnej przedsiębiorczości, bo nie ma dobrych dróg. Nie ma kadry, bo przez całe pokolenia ludzie, zwłaszcza wykształceni, ze wsi uciekali. Ten drenaż kapitału ludzkiego, kapitału społecznego jest bardzo znaczący dla dzisiejszej sytuacji polskiej wsi... Potrzeby wsi są dziś olbrzymie, a tu ciągle budzą się jakieś antywiejskie upiory!

Farmer: Ma Pan na myśli pogardę dla „wiochy"?

Janusz Piechociński: Myślę tu choćby o burzy, jaką rozpętano przy okazji piosenki „Koko euro spoko" wokół wsi, polskiej ludowości. Połowa Polski poczuła się do głębi urażona i sfrustrowana rodzimym folklorem, jako wizytówką na Euro. Tak zwane salony nie mogły się nawet pogodzić ze społecznym werdyktem w tej zabawie.

Farmer: Jak Pan sądzi, Pnie Pośle, dlaczego Polacy ciągle wstydzą się swej „wsiowości", swych korzeni?

Janusz Piechociński: Może dlatego, że polskie elity nie doceniają potencjału bogactwa narodowego, jaki tkwi w polskiej wsi, w polskim rolnictwie. Nie doceniają go intelektualiści, ludzie kultury, nawet politycy, którzy do dziś nie potrafią zadecydować o kształcie koncepcji zagospodarowania kraju. Stawia się na najsilniejszych, na ściganie się ze światem. A polska wieś i polskie rolnictwo są - w porównaniu z europejskim - wciąż słabe. Może zatem warto by pomyśleć, w jaki sposób je naprawdę wzmocnić. Kiedy wreszcie w mieście zrozumiemy, że szerokopasmowy Internet nie jest żadnym sukcesem cywilizacyjnym wsi, ani wielką dla niej łaską, że samochód i kombajn to nie luksusy, ale takie same środki produkcji, jak wszystkie inne?