Także reszta polityków PO nie kryła radości ze zwycięstwa. - Mam nadzieję, że rozkład mandatów pozwoli nam na koalicję z PSL - mówiła po ogłoszeniu sondażowych wyników rzeczniczka sztabu wyborczego PO Małgorzata Kidawa-Błońska.

- Partner był sprawdzony, a to dobra podstawa do rozpoczęcia rozmów koalicyjnych przy tworzeniu nowego rządu, który mógłby być również dobrą kontynuacją - wtórował jej minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski.

Kwiatkowski nie chciał dywagować na temat tego, z kim PO będzie rozmawiać na temat koalicji, jeśli PO i PSL zabraknie mandatów do stworzenia rządu. - Nikt nie ma żadnych wątpliwości, że z punktu widzenia PO rozmowy zaczną się od rozmów z partnerem, z którym od czterech lat wspólnie sprawujemy rządy, czyli z PSL, który również uzyskał dobry wynik wyborczy - mówił.

Wiceszefowa PO Hanna Gronkiewicz-Waltz oceniła natomiast, że to duży sukces, iż PO uzyskała wynik bardzo zbliżony do tego sprzed czterech lat. Pytana o koalicję, jeśli PO i PSL nie wystarczy głosów do jej stworzenia, odparła, że "wtedy to już premier będzie musiał myśleć, co zrobić".

Z kolei Władysław Bartoszewski powiedział, że gdyby wyniki wyborów były inne, to byłby smutno zaskoczony. - To by znaczyło, że źle znam moje społeczeństwo, a bardzo mi na tym zależy, żeby rozumieć moje społeczeństwo - zaznaczył.

Jak mówił, wynik zarówno PO, jak i PSL można uznać za sukces. Jego zdaniem, najlepsza koalicja to PO-PSL, bo już się sprawdziła. - To co jest sprawdzone, jest bardziej pożądane, niż gruszki na wierzbie - mówił.

Także szef doradców premiera Michał Boni mówił dziennikarzom, że dotychczasowa koalicja PO-PSL dawała Polsce rozwój i szansę. - Warto na pewno kontynuować tę koalicję i miejmy nadzieję, że tych głosów starczy - podkreślił.