Burza gradowa zniszczyła kukurydzę, ziemniaki, zboża a nawet trawy. Razem około 7000 ha. upraw. Większość nie była ubezpieczona. Kilka dni temu tamtejszych gospodarzy odwiedził Wojciech Mojzesowicz – nowy szef resortu rolnictwa. Obiecał sporą pomoc.

Jak będzie z jej realizacją? Tak się ostatnio dzieje, że niemal co miesiąc jakiś żywioł niszczy uprawy i dobytek rolników. Wszyscy poszkodowani liczą na wsparcie życzliwych ludzi, ale przede wszystkim państwa. Czy budżet będzie na to stać? Jak tę pomoc sprawiedliwie rozdzielić.

Już teraz pojawiają się pretensje, że jedni dostają więcej, a inni mniej. Pomoc pod Częstochową była natychmiastowa, ale do dziś nie doczekali się jej sadownicy i ogrodnicy. W maju mróz (-6, -7`C) zniszczył 90% kwiatostanów w sadach. Przemarzły też warzywa. Dla wielu producentów to bankructwo, dla wszystkich ogromne straty.

Pocieszał ich po tej klęsce Andrzej Lepper ówczesny minister rolnictwa. Miały być tanie kredyty, pomoc de minimis, umorzony podatek rolny i 1 milion złotych z KRUS-u. Mówiono też o konieczności zmian w ustawie o ubezpieczeniach, co umożliwiłoby sadownikom korzystanie z dopłat do składek. Niestety, skończyło się na obietnicach. By drzewa owocowe mogły rodzić w przyszłym roku trzeba je pielęgnować już teraz. Ale to kosztuje.

Wielu sadowników nie ma pieniędzy na zakup paliwa i środków ochrony roślin. Kiedy doczekają się obiecanego wsparcia, czy w Polsce da się kiedyś ustalić jednolite zasady udzielania pomocy w takich sytuacjach, kto i przed kim ma odpowiadać za jej realizację?

Źródło: Agrobiznes

Podobał się artykuł? Podziel się!