O przesłuchaniu Piotra M. poinformował w ostatni piątek rzecznik prokuratury Krzysztof Kopania. Zaznaczył jednak, że dla dobra postępowania nie ujawni jego treści. Jak mówił nadal prowadzone są czynności w tej sprawie; pobrano próbki mięsa do badania, a samo mięso zostanie wywiezione z zakładu i poddane utylizacji.

Kopania dodał, że ustalenia, jakie "poczynią" śledczy, przekazane zostaną Sądowi Okręgowemu w Łodzi, który ma zająć się zażaleniem prokuratury na decyzję sądu w Rawie Mazowieckiej, który kilka dni temu wypuścił z aresztu Piotra M. po wpłaceniu przez niego kaucji w wysokości 150 tys. zł.

W piątek Powiatowy Inspektorat Weterynarii (PIW) w Rawie Mazowieckiej wycofał zgodę na funkcjonowanie ubojni. Decyzja ta spowoduje wykreślenie zakładu z listy Głównego Lekarza Weterynarii dotyczącej firm zajmujących się żywnością. Według PIW "nie ma szans, by ten zakład funkcjonował dalej". Zawieszono również w obowiązkach dwóch lekarzy weterynarii, którzy byli wyznaczeni do kontroli zwierząt i mięsa w ubojni.

Policjanci, którzy na polecenie prokuratury prowadzili czynności, znaleźli ukryty magazyn, a w nim ok. 30 ton mięsa niewiadomego pochodzenia. Mięso nie miało dokumentacji weterynaryjnej oraz oznaczeń weterynaryjnych. Ukryte pomieszczenie znajdowało się w chłodni, która stała na terenie należącym do Piotra M.

Prokuratura w Rawie Mazowieckiej postawiła właścicielowi ubojni 43-letniemu Piotrowi M. zarzuty oszustwa i usiłowania oszustwa oraz naruszenia przepisów karnych ustawy o ochronie zdrowia zwierząt i zwalczania chorób zakaźnych zwierząt. Grozi mu kara do ośmiu lat więzienia. Mężczyzna został aresztowany, ale po wpłaceniu 150 tys. zł opuścił areszt.

Według ustaleń prokuratury Piotr M., prowadząc tzw. działalność nadzorowaną w postaci ubojni, nie spełniał wymogów weterynaryjnych i tym samym produkował żywność o złej jakości, która nie spełniała parametrów zdrowotnych, a być może stanowiła zagrożenie dla zdrowia konsumentów. Z zeznań części świadków wynika, że proceder trwał w zakładzie od dłuższego czasu.

Zarzut usiłowania oszustwa wiąże się z prawdopodobnie celowym wywiezieniem z ubojni 18 ton mięsa, które znaleziono w samochodzie - chłodni zaparkowanej w pobliżu stacji diagnostycznej, która również należy do właściciela ubojni. Mięso było w różnej formie przetworzenia, ale nie nadawało się do wprowadzenia do obrotu, bowiem nie miało żadnych oznaczeń weterynaryjnych ani dokumentacji.

Z dokumentów wynikało, że bydło było zakupione od hodowców indywidualnych, a transport przyjechał z terenu województwa kujawsko-pomorskiego.

Śledczy ustalili, że mięso z ubojni trafiło do co najmniej 16 zakładów z województwa łódzkiego, wielkopolskiego, mazowieckiego, śląskiego i dolnośląskiego.

Do prokuratury trafiły też dwa zawiadomienia powiatowego lekarza weterynarii z Rawy Mazowieckiej o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez lekarzy sprawujących nadzór nad ubojnią.

Podobał się artykuł? Podziel się!