Podczas dyskusji nad sytuacją wynikłą wokół Elewarru, poseł Zbigniew Babalski powiedział, że była przeprowadzona tzw. powtórna kontrola, dotycząca realizacji wniosków, które NIK postawił - i domagał się dopisania do planu pracy komisji na drugie półrocze dyskusji nad tym dokumentem.

Poseł Krzysztof Ardanowski  poparł ten wniosek i podkreślił, że nie tylko sejmowa komisja nie była dotąd skuteczna:

- Teraz okazuje się, że na tle tej gorszącej afery, jaką widzimy w mediach, również inne instytucje państwa są na dobrą sprawę bezradne. NIK – najważniejszy organ kontrolny w państwie – przedstawia wnioski, z których jednoznacznie wynikają dostrzeżone nieprawidłowości: złodziejstwo, wyprowadzanie pieniędzy ze spółek państwowych do prywatnych kieszeni. I zaleca zwrot pieniędzy. Komisja na ten temat dyskutuje, tę informację przyjmuje i rzeczywiście w protokołach z ub.r. to wszystko można znaleźć. Komisja wręcz zachęca NIK do dalszego kroku – polegającego na złożeniu również wniosków prokuratorskich – a okazuje się, że to nie ma żadnej konsekwencji. Owszem, trafia to do kancelarii premiera, do innych instytucji, do ministrów – i nie ma dalszego ciągu. Dopiero kiedy media robią z tego informację publiczną, to się okazuje, że został skierowany wniosek przez prokuraturę o brak nadzoru ministra rolnictwa nad ARR. Dopiero media wymuszają funkcjonowanie instytucji państwa, które powinny funkcjonować z istoty rzeczy swojego funkcjonowania. To też pokazuje, że my tutaj często dyskutujemy, podejmujemy różnego rodzaju starania, a niewiele z tych starań wynika.

Posłowie uznali za szczególnie niepokojące kwestionowanie ustaleń NIK.

- Ja czytałem dzisiaj wypowiedzi posłów koalicyjnych, wygłoszone wtedy na posiedzeniu Komisji – powiedział poseł Robert Telus. - Nie będę mówił z nazwiska, bo nie ma posła z PSL, który wtedy na posiedzeniu Komisji bronił Elewarru, który mówił, że tam się nic nie dzieje. I który też mówił, że NIK się za bardzo czepia. Drodzy państwo, to pokazuje, że my, jako Komisja, niewiele możemy. I mówię to z wielkim ubolewaniem, bo ja, jako poseł, chciałbym się czuć odpowiedzialny za to, co tutaj robimy. A cała ta sytuacja pokazuje, że nasza działalność w Komisji wiele nie znaczy, skoro posłowie koalicyjni jeszcze dzisiaj próbują bronić i przerzucać odpowiedzialność na kogoś innego.