Funkcjonariusze Straży Granicznej gospodarstwo Jana Kilińskiego odwiedzili w pierwszych dniach sierpnia. Przy zbiorze owoców pracowało wtedy 9 obywateli Ukrainy. Wszyscy zostali zatrzymani i wydaleni z kraju. Powód? Pracowali „na czarno”.

Jan Kiliński – sadownik – Wszędzie było ogłoszone, ze obcokrajowcy z krajów ościennych jak Litwa, Białoruś, Rosja, Ukraina mają prawo pracować bez żadnych konsekwencji.

Takie przepisy faktycznie obowiązują i dotyczą obywateli krajów ościennych. Można ich zatrudniać w uproszczony sposób, ale sadownicy z nowego prawa nie są zadowoleni. Obcokrajowcy, aby legalnie pracować muszą spełnić wiele wymogów i zdobyć specjalną wizę. Jej brak zmusza Straż Graniczną do działań.

ppłk.Wojciech Zachariasz – Nadwiślański Oddział Straży Granicznej: - Na nas ciąży ustawowy obowiązek przeciwdziałania nielegalnej imigracji i w sytuacji, kiedy cudzoziemiec nie posiada odpowiedniej wizy czyli praktycznie wykonując pracę, jest na terenie Polski nielegalnie, łamie prawo i my musimy go deportować.

Sadownicy chcieliby, aby przepisy dotyczące zatrudniania cudzoziemców zostały jeszcze bardziej uproszczone. Ale na to w najbliższym czasie się nie zanosi. A to oznacza, że problem zostanie.

- Nasi pracownicy wyjechali za granicę, do Irlandii, do Niemiec, a poza tym stawki jakie my możemy płacić są niskie - mówi Witold Piekarniak, sadownik.

Cudzoziemcy mogą legalnie pracować w gospodarstwach sadowniczych nie dłużej niż 3 miesiące.

Źródło: Agrobiznes

Podobał się artykuł? Podziel się!